Na rozstaju (Konopnicka, 1900)
Nie tego żal mi, com straciła w drodze,Lecz żal mi tego, czegom nie posiadła.A kiedy cicha w kraj zmierzchów odchodzę,Więcej mnie smęcą ulotne widziadłaSzczęścia, co nigdy mojemi nie były,Niż zostawione za sobą mogiły.
Bo dusza moja w swym wzlocie i pędzieW przyszłość podana jest skrzydłami obu,I nie ku temu tchnie, co jest, lecz będzie,I nie chce płaczką żadnego być grobu,A choć minionych rzeczy jest pamiętną,Jutrzenne nosi i wschodowe piętno.
I nieraz bywa zadumana w sobieO świetle gwiazd tych, co się jeszcze ziemiNie tknęły, ani na smętnym tym globieOdbiły swemi strzałami złotemi...I myśli, co też gwiazdy te oświecą,Gdy wieki miną, a blaski dolecą?
I o tych żniwach duma, o tych plonach,Których siewacze za pługiem upadli,I nigdy na swych ojczystych zagonachNie zbiorą chleba, i leżą wybladli,Z oczyma, które im wyjadła rosa,A nie zobaczą z swych siewów — ni kłosa.
I o tych grodach, co będą dźwignięteZ głazów łamanych dziś, pod ziemią twardą;I słyszy owe oskardy wyklęte,Owe kilofy walczące z pogardą,Co dobywają fundament budowy,Gdzie budowniczy nie skłoni swej głowy.
Ach, i o pieśni słowiczej, co wiosnąNie utuliła mnie w ciszy i w cieniu;O ustach, które pieszczotą miłosnąNie tknęły moich, i o tem pragnieniu,Które ugasić mogła kropla rosy,A i tej nawet nie dały niebiosy!
Comments
Loading comments…