Nie nasza! (Konopnicka, 1915)
Polko słyszałam lasów twoich mowę —Były to pieśni olbrzymie, echowe,Lecące ponad świerków piramidy,Jak hufiec duchów, w mgieł zbroje zakuty,Co szturmem bierze chmur czarnych redutyI hasło zwycięstw w miesięczne gra rogi...I były pieśni te, jako Druidy,Bijące w tysiąc harf, gdy przed swe bogiNiosą wiosennych tajemnic objaty:Złote żywice i konwalji kwiaty...I miały pieśni owe tysiąc tonów:Gotyckie hymny katedr, jęki dzwonów,Szumy chorągwi rozpuszczonych, któreZ zachodu brały i z wschodu purpurę...To znów buchały pieśni te, jak kotłyI trąby, ponad smolne sosen miotły,Co w piorunowej burzy błyskawicePo skrajach lasu stoją, jak gromnice,I świecą swoim potępionym blaskiemDębom, co z hukiem walą się i trzaskiem...Aż się w westchnienia, w poszepty rozwiodłyNad wianki kalin i nad czarne jodły,Jakoby skarga ogromna, dziejowa...Poznałam, że to była nasza mowa!
Polko! słyszałam zbożowych lir szumy:Jak łan był długi i jak był szeroki,Za tchnieniem wiatru, srebrnymi potokiPłynęły pieśni i echa i dumy,Pełne łez, które wzbierały, jak fala,Kołysząc maków płomyki z korala,I opadały mdlejące, jak rosy,Na modre kwiecie i na złote kłosy.A w pieśniach owych słyszałam rój pszczelny,Jako z kapelą na łąki wylata,W chórze poranku rozgłośny, naczelny...Słyszałam, jako w przednowek drży chataOd pisku dziatwy głodnej i od łkaniaKukułek i od słowiczej piosenki...Słyszałam jakieś płacze, jakieś jękiFletni, co z piersi chłopiąt biorą głosy,I zawodzące od fujarek graniaDąbrowy mokre i pochrzęsty kosyI oddech ziemi tej, co się oblekaW białość róż, w gazy błękitne strumieniI tak się wschodem jutrzenki rumieni,Jak gdyby na niej nie było człowiekaI łez, i — echo porywa mi słowa —Poznałam, że to była nasza mowa!
Polko! słyszałam nocy twojej ciszę...— Dziś jeszcze chwytam ją uchem i słyszę,I wiem, że choćby ziemi całej gwaryPrzyszły ogłuszyć mnie, ja w serca głębiOdróżnię szmery miesięcznej kotary,Przez którą gwiazdy, jak stado głębi,Nakrytych siecią z srebrnych nici, drżały,Lub przebijały się, jak złote strzały...Słyszałam w ciszy tej, jako do morzaSzły rzeki nasze i nasze strumienie,Jako nad niemi leciało westchnienie —I drżała jakby wielka litość boża...
Słyszałam pieśni dziwne, pieśni senne,Nierozbudzonych żywiołów tych ducha,Co wypełniają otchłanie bezdenneI są jak wulkan, co grozi i bucha.Słyszałam zorzy mdlejącej hejnały...Słyszałam, jak się powój zwijał biały,Jako pękają róż pączki dziewicze,Jak głos dziecięcia wyrazy pacierzaZa siwym dziadkiem o kuli powtarza,Jak w niebo płomień młodości uderza,Jako sny tkają prządki tajemnicze.Słyszałam skargę tych grobów cmentarza,Gdzie bezimiennych bólów krzyż zatknięto,I noc, skrzydłami cicho rozciągniętąNad światem, palec na ustach kładącąI o jutrzenkach przebudzenia śniącą —Jako przez czary zaklęta królowa...Poznałam, że to nasza była mowa!
Lecz kiedym ciebie, o Polko, słyszała,Siostro płaczącej brzozy tej, co białaNa grobach stoi — ciebie, której głowyStrzeże swym cieniem las stary, dębowy,Co może jeszcze dni Piasta pamiętaI szumi jakby rzecz żywa i święta;Ciebie, co kładziesz dziecinkę jedynąW białą kolebkę, pachnącą lipiną;Ciebie, coś wzrosła na pól naszych chlebie,Co w jasne włosy zaplatasz róż kwiaty,Na słonku naszem rozkwitnione — ciebie,Na którą w pocie pracują te chaty,Która się poisz zdrojami, co trysłyU źródeł Warty i Wilji i Wisły,Gdym usłyszała ciebie, siostro, któraMusisz też skrzydeł swych rozwijać pióraW tę nocną ciszę i także mieć ducha,Co uniesiony jest ku niej — i słucha:
Było mi w duszy tak — a nawet smutniéj,Jakby na naszej narodowej lutniGrom zerwał strunę złotą!... Bądź mi zdrowa!Ta mowa twoja — to nie nasza mowa!
Comments
Loading comments…