Noc królewska

Lizbona śpi. Ma ciężkie sny.Noc parna, duszna, cicha,Bezgwiezdnym wzrokiem patrzy się z mgły,Na miasto zmorą dycha.

Ulice, jakby wymiótł jeMiecz wojny, albo dżumy,Długie a puste w dal wiją się,Na placach drzemią tumy.

Drzemią tak martwo w mroku tym,W symarach swych kamiennych...Ni one nocy, ni noc ta im,Nie prawią baśni sennych.

Drzemią tak martwo, trupią skrońOdziawszy w mgły kaptury...I sterczy wieżyc trupia ich dłońZ wzniesionym krzyżem w chmury.

A u kamiennych, ciężkich drzwi,W srebrny włos skrywszy lica,Szepce pacierze i leje łzyFontanna-pokutnica.

Wije się pustych ulic rząd,Ważkimi biegnie sznury,A ciężką masą stąd i znów stądTłoczą się stare mury.

Stare się mury tłoczą tam,Gdzie w wież i blasków zbroiPośród wykuszów, strzelnic, bramKrólewski zamek stoi.

Królewski zamek, ciężki gmach,Głębokie rzuca cienie;W dzień z niego bije zgroza i strach,W noc pustka i milczenie.

I nagle martwa zamku głąb,Co we śnie, zda się, leży,Wybucha dźwiękiem kotłów i trąb,Trąb, kotłów i moździerzy...

I z zgrzytem ryglów w strony dwieRozskoczą się wierzeje,I tłumny pochód tłoczy się w nieI blask pochodni leje.

Pochodnie paziów niesie zbórPoważnie, cicho, sfornie...A tuż za nimi trębaczów chórI grzmiące w ślad waltornie.

Grają... Nie zgadniesz, czy to pieśńWesela, czy pogrzebu?

I wonie mirtów i grobów pleśńUderza z niej ku niebu.

Szaloną rozkosz, wściekły bólMuzyka ta ma w sobie...A przy niej tańczy Dom Pedro król,Dom Pedro, król w żałobie.

Idzie i tańczy. Martwy wzrokW pustkę i w ciemność wbity,I wieje w czarnej nocy tej mrokCzarnymi aksamity.

I wieje weń białością piórZ koronnej swojej głowy,I jękiem daje muzyce wtór,Wtór cichy i echowy...

Cofa się przed nim w bramie strażTrwożliwie i bezładnie;A cień i światło na bladą mu twarzWidmowe błyski kładnie...

Od śmierci Inez w żalu onNieugaszonym żyje,Świat mu i ducha ten straszny skonCałunem swoim kryje.

Napróżno dwór go zająć chceRozkoszą, sławą, pracą...On lubi tylko rzeczy te dwie:Gdy grają i gdy tracą.

Muzyka jego musi byćGwałtowna i głusząca...A kat — tak zrywać żywota nić,Jak wiatr, co kwiecie strąca.

— Cóż to jest rozkosz?... Co to jest ból?...Co śmierć?... Co życie w sobie?...— Idzie i tańczy Dom Pedro król,Dom Pedro, król w żałobie.

Muzykę dziś ma, jakiej chciał,Dreszcz idzie aż pod żebra...Ogromne trąby wyrobić dałZ czystego blachy srebra.

Ogromne trąby głuszą jęk,Co piersi mu przejada,Zawrotny ruch i zawrotny dźwiękMdlejącem ciałem włada.

Sunie korowód z zamku bramW puste ulice miasta...Ludzie się budzą to tu, to tamI tłumu wciąż przyrasta.

Bo gdzie zahuczą trąby, hen,Gdzie łunę blask zażegnie,Lud tam porzuca łoże i senI z królem tańczyć biegnie.

I czy z litości, czy tak jużZ szaleństwa i zachwytu,Tańczy lud z królem do jasnych zórz,Do porannego świtu.

Chwieje się żagwi krwawy blask,Bijące piersi dyszą,I bucha dym i skier się trzaskZmąconą niesie ciszą.

I ciągnie miastem dziwny rej,Grzmią w trąbach setne dzwony,

A zimne poty król z twarzy swejChusteczką ściera żony.

Idą — minęli. Długo echW powietrzu słychać granie...I słucha noc: czy grobów to śmiech,Czyli też życia łkanie?...

Comments

Loading comments…