O człowieku (Konopnicka, 1915)

O człowieku! gdzie dążysz... — i jakie ciemnościChcesz rozniecić pochodnią wiedzy rozpaloną,Której płomień podsyca gorejące łonoWielkich wybrańców ludzkości?...

Czy wiesz, że tam, gdzie drogi twej jest cel daleki,Nie będzie już nadziei, złudzeń ni wahania...Że staniesz wobec prawdy i wobec poznaniaRozczarowany na wieki...Że nie będziesz mógł wrócić — ni zacząć na nowoSnów błękitnych — ni zdmuchnąć krwawego płomienia,Który oświeci nad twą przerażoną głowąWieczne tajniki istnienia...Że nie będziesz mógł mówić: »wierzę« — już o niczem...Ale: »wiem« — wyrzec musisz, choćbyś miał w tej chwiliPaść trupem ze zmienionem śmiertelnie obliczem,Jak ci, co wszystko stracili. —............Ach, słuchaj! jeśli orla badań twoich drogaMa cię zawieść do trzykroć zamkniętych podwoi,Kędy na błyskawicach utwierdzony stoiTron Stworzyciela i Boga...Jeśli po długich zwątpień i przerażeń nocyDuch twój spocząć ma, ufny, jako drobne dziecię,U stóp tej nieskończonej, wieczystej wszechmocy,Co berło trzyma w wszechświecie,Czemu ty dzisiaj, zaraz, przed końcem podróży,Na twarz w prochu nie padasz — i nie śpiewasz PanuHymnów przed ołtarzami gór — i oceanu —I polnej, znikomej róży?...Czemu ty dzisiaj, zaraz, z czciciela zapałem,Patrząc nocą na ciche, gwiaździste niebiosy,Lub rankiem, na kropelkę roztęczonej rosy.Nie wołasz: »Boga widziałem!...« —............Lecz — jeśli pchnięty w obrót wielkiego łańcucha,Masz, idąc przez ogniwa badań gorejące,Dojść aż tam, kędy rwą się oba jego końce —I nicość panuje głucha —Jeśli pochodnią swoją masz rozniecić jasnoW jakimś urocznym chaosie posępnej przyszłości

Światy, które spadają — słońca, które gasną,I kresy nieskończoności;Jeśli na twojej drodze przepaść się otworzy —I obejmą cię w koło bezbrzeżne otchłanie,Jeśli ci nie odpowie na żadne pytanieAni głos ludzki — ni boży,Jeżeli w twym ostatnim, śmiertelnym okrzyku,Rozpacz się tylko głucha straszliwie obwieści:Czemu dziś twej pochodni z przekleństwem boleściNie rzucisz, blady pątniku? —

Comments

Loading comments…