O dniu (Konopnicka, 1915)

O dniu, co jako pątnik, pobladłeś znużonyI sam przed sobą w cieniów kryjesz się zasłony,Powiedz, gdzie ty prowadzisz całą ludzką rzeszę?Gdzie poszły już miljony? Gdzie ja z niemi śpieszę?

Porywam się do lotu, dech tracę w pośpiechu;Nie mam chwili dla szczęścia, dla snów, dla uśmiechu...Jakaś ogromna, ślepa unosi mnie siła...Czuję, że mnie coś woła — śpieszę — to mogiła!

Znikam, tracę kształt, nazwę, ulatniam się, gasnę!To, co było mną wczoraj, dziś nie jest mi własne...I miłość i nienawiść, ster życia przewodni,Zdmuchnięte z mojej duszy, jak płomień z pochodni.

Gdzież jestem? — Czy, rozwianą po rosach na łące,Pałającą źrenicą wypatrzy mnie słońceI wypije mą duszę z kielicha tej róży,Tak, jak pije łzy ludów, łzy mórz i łzy burzy?

Gdzież jestem? — Z mgłą poranną wiatr rozniósł sny moje,Szumią w samotnych lasach ducha niepokoje...Żar piersi mej przechodzi w bijący puls ziemi,A tęsknoty się skarżą nocami cichemi!

Comments

Loading comments…