O gwiazdy złote (Konopnicka, 1915)
O gwiazdy złote!Po toż świecicie nocami cichemi,By wrażać w serce uśpionej tej ziemiWieczną tęsknotę?
Ach! kto raz dotknął czary upojenia,Stojąc samotny wśród nieskończoności,Ten nie ukoi już nigdy pragnieniaW zmąconych źródłach nicości!
Ciche przestrzenie!Kiedyż, ach, kiedyż płonące źreniceOdgadną waszą srebrną tajemnicę,Przenikną cienie?Lekka, przejrzysta mgieł waszych zasłona,Co się rozwiewać zdaje z ust mych tchnieniem,Czyż tak na zawsze będzie rozciągnionaPomiędzy prawdą a ludów sumieniem?
Ciemne błękity!Czemuż wschód słońca tak jeszcze daleki?Czy ujrzą kiedy stęsknione powiekiNowych zórz świty?Czy patrzeć mają, wiecznie wytężone,W tę rozjaśnioną lekko wschodu stronę,Kędy przez chmury łez ludów perłoweSłońce podnosi swą głowę?
O nocy smętna!Ty, co uciszasz łkającą pierś świata,Czemu w bezsennych porywach ulataDusza namiętna?Jestże to klątwą, czy dolą jej błogą,Że gdy śpi ziemia, tęsknoty wybuchy,Co niezrodzonych wieków budzą ruchy,Usnąć, ucichnąć nie mogą?
Comments
Loading comments…