O Kazimierzu Pułaskim

Tam przez pole, przez Podole,Czy to sokół leci?Czy się wilkom świecą ślepie,Wskróś śnieżnej zamieci?

Ej, nie sokół to, mój bracie,I nie wilcze oczy,To tak pędzi pan PułaskiCo mu koń wyskoczy!

To tak pędzi pan Pułaski,Na tym białym koniu,Z czterech podków ognia krzesi,Po stepowem błoniu.

Wpadł na futor, wpadł do dworu,Jak duch pomknął skrycie,A po dworach, po futorach,Zakipiało życie.

Gdzie przewiała burka siwa,Gdzie koń zarżał biały,Biją serca, rwą się dłonie,Do oręża chwały.

Zbudził męstwo, zbudził dusze,Co zakrzepły w trwodze,Porwała się w pomoc szlachtaOjczyźnie niebodze!

Chwyta ojciec za szablicę,Syn na konia skacze,Chorągiewkę siostra szyje,Matka z cicha płacze...

Stąd, to zowąd hufiec leci,Samoczwór, samotrzeć,Zanim słonko dzień rozświeci,Chcą do Baru dotrzeć.

Milczkiem, chyłkiem, wiara spieszyPo drodze się mija,I pozdrawia starem hasłem,— »Jezus i Marya!« —

Comments

Loading comments…