O polskim żołnierzu i o jenerale francuskim

Był tam ułan nad ułany,Pawlikowski Janek zwany,Cały oddział sam wymłóciłJak się w niego z lancą rzucił.

Jedno mu, czy śmierć, czy rana —Zakłuł najpierw kapitana,Zakłuł potem porucznika,A piechurów wziął do łyka.

Jak skończyła się ta praca,Do obozu z jeńcem wraca,A w obozie był tą porąWódz francuski, sławny Moro.

Ten zdumiony męstwem takiem,— Kto ty? — pyta — Jam Polakiem.Wziął jenerał kieskę w rękę,Przyjmij — rzecze — tę podziękę!

Pawlikowski stał przed rotą —Twarz mu zdobią męskie blizny,

— Jenerale! — nie za złoto,Lecz się biję dla Ojczyzny!

Umilkł — Moreau spuścił oczy,Potem na pierś zucha skoczy,I zawoła: — Nie zaginie —Kraj, co z takich synów słynie!

Comments

Loading comments…