O Szymonie Konarskim
Za tą Trocką BramąGłucho bębny huczą.Konarskiego to SzymonaZ więzienia wywłóczą.
W narodowym bojuNieraz bił on wroga,Potem — tułacz — szedł do FrancyiZ ojczystego proga.
Lecz nie mógł ugasićSerdecznej tęsknicy...Więc się jako emisaryuszPrzekradł z zagranicy.
I w Litwie ojczystejBudził ducha męstwo,I zagrzewał serca bratnieI wróżył zwycięstwo.
Murawiew go chwyciłI zamknął w ciemnicy,— Pod pałki go! pod batogi!Gdzie twoi wspólnicy?
Lecz Szymon KonarskiMilczy jak zaklęty...Więc po pałkach i po knutach,Na tortury wzięty.
Trzeszczą kości, stawy,Spotnieli już kaci —Lecz Konarski Szymon milczy,Nie wyda on braci!
Wścieka się Murawiew,Kipi z niego piana...Wieszać chce; lecz miał KonarskiStopień kapitana.
Więc za Trocką bramąGłucho bębny grają —Tam Szymona KonarskiegoDzisiaj rozstrzelają.
Wywlekli go z lochu,Martwego wpół trupa,Przywiązali go w kajdanach —Do tej kaźni słupa.
Tam mu odczytaliWyrok śmierci carski...— Niechaj żyje Polska! — na toOdkrzyknął Konarski.
Zagłuszyły bębnyTen okrzyk zuchwały:Pod rotowym ogniem, w dymie,Padł męczennik śmiały.
Tak zginął Konarski,Bohater nasz miły!A z kajdanów jego, PolkiPierścienie nosiły.
Comments
Loading comments…