Pamięci St. Grudzińskiego (Konopnicka, 1915)

Bracie śpiewaku! Więc ci już tak wcześniePorzucić przyszło i lutnię i pieśnie?Więc ci tak rychło przyszło skrzydła zwinąćI na dnia jasność twarz zgasłą obrócićI taką cichość w sobie mieć i rzucićZiemię i lecieć precz i we mgłach zginąć?...Więc już tak wcześnie?...

Z żórawianego oderwany stada,Coraz to jeden ptak z błękitu spada...Bo ciężka rzecz jest pod wichry się zrywaćI wyłamane pióra nieść do góryI mieć na czole znak wieku ponuryI duszę pełną łez — a przecież śpiewać,Jak ptak, co spada...

I oto dzisiaj matka UkrainaStepowem echem nie dowoła synaI nie doliczy między sokołamiTego, co latał w zmierzch letni i cichyDo Perepiaty i Perepiatychy

I w skrzydła smętny bił nad mogiłami,Gdzie zorza sina...

A ja — cóż powiem? I jakiemi słowyKwiat ci śmiertelny porzucę u głowy,Kiedym jest sama harfą, co ma tony,Zmieszane z płaczem, i skarg pełne dźwiękiI nie znam żadnej tak cichej piosenki,Przez którą mógłbyś błogo być uśpionyW ten sen grobowy...

Nie porzuciłeś, bracie, dla mogiłyDomu wesela, ani domu siły,Ale odszedłeś z cichą, białą twarząOd chaty, której węgły są ruszone,I kędy sprzeczne wichry gospodarzą,I sprzeczne siły...

A gdyśmy w chacie tej siedzieli smutni,Tyś takie struny nawiązał na lutni,Co wieczną wzruszeń moc nad sercem mają...Przez pół westchnienia, a przez pół uśmiechy,Niby to żale i niby pociechy,Co w szumach brzozy tej płaczącej grają,Tej srebrnej lutni...

A teraz, cóż ci wyniesiem z tej chaty,Gdyś już w odlocie od nas — duch skrzydlaty —I jak cię żegnać będziem, bracie miły?...Ach, dla śpiewaka, co żył między swemi,Nie mamy więcej niż nad garstkę ziemi,Nad wielką ciszę i spokój mogiłyI łzy i kwiaty...

Comments

Loading comments…