Pod Dogali (Konopnicka, 1915)
Byłem tam z nimi — niech mnie nikt nie pyta,Czy duchem we śnie, czy na jawie ciałem —Byłem tam z nimi i sam ich widziałem.A kiedy myślę o tem, płacz mnie chwytaI staję przed tym długim, trupim wałem,A dusza we mnie, jak harfa rozbita.
Ogień mam dotąd w piersi i w źrenicyOd wrzących piasków tych, na których padliProstą i wązką linją — ci wybladli,Których grobowa nazwa — męczennicy.Ogień mam dotąd w piersi... Tak się kładliU Termopilów Sparty wojownicy.
Za szańcem trupów garstka żywych stała,Dwunastu ludzi było — garstka marna!A już ich kryła dymów chmura biała,A ziemia była dysząca i parnaI bicia serc tych ostatnich słuchała,Wielka umarłych matka, wdowa czarna.
Do strzału wszyscy stanęli złożeni,A Christophoris sam stoi u czoła.
On wie, że wodzem jest trupów i cieni,Że tu nikt śmierci wydrzeć się nie zdoła;Zachwycił wzrokiem słonecznych promieni:— Cześć tym, co legli! Prezentuj broń! — woła.
I pod strzał piersią zwróciwszy się hardą,Śmierć salutuje przed garścią żołnierzy.Stanęli frontem, ujęli broń twardo,I — »Cześć umarłym!« po ustach im bieży.Więc wróg, zdumiony tą życia pogardą,Pod cynglem trzyma ich i długo mierzy.
Błysnęło. Świat się hukiem zatrząsł. Dym sinyBuchnął i wzleciał kłębami białemi...A kiedy opadł, już z mężnej drużynyNie został żaden pomiędzy żywemi;Wszyscy odeszli do cichej krainy,Gdzie wojen niema, ni ran, ni nędz ziemi.
I u Dogali stoków tak, jak staliPod tą komendą śmierci, tak polegliW tej afrykańskiej, czerwonej batalji,Z drzewca chorągiew zdarłszy, której strzegli,Broń prezentując, z imieniem ItaljiNa ustach, w której ognisk swych odbiegli.
O słońce! Jeśliś ty widziało z góryTen wielki, cichy skon, te skwarne piaskiI nie zczerniało kirem żadnej chmury,Lecz na te trupy rzuciło swe blaski,Jeśli to prawda, to wskroś tej naturyNic niema oprócz zimnej, pustej maski!
Comments
Loading comments…