Pod Iganiami
Wyszło carskie rozkazanie:— Lwów Warneńskich pułk niech stanie:Czas już zetrzeć w proch Polaków! —Wstali, poszli pod Iganie.
Dział czterdzieści wali z niemi,Aż grzmot idzie wnętrzem ziemi,A czternaście naszych armatOdgrzmiewa im huki swemi.
Wali Moskwa, jako mrowie,Karabiny z mrowia sterczą...Lecą kruki, bitwę czują,Bitwę krwawą i morderczą.
Grzmią strzałami lwy warneńskie,Rozkaz ich zagrzewa carski.Do ataku pierwszy na nichPodpułkownik biegnie Karski.
Biegnie, ginie jak bohater...Ale wiara jego śmiałaPędzi, wpada na baterjęI zdobywa cztery działa.
Rykną ogniem lwy warneńskie,Z coraz bliższej rażą mety.Aż jak piorun rozkaz huknie:— Do ataku! Na bagnety! —
Schyliły się czarne kaski,Czarne kaski, orły złote —Runą naprzód Lwy warneńskie,Z bagnetami na piechotę.
A jenerał nasz PrądzyńskiZ konia swego skacze śmiele,Chwyta bagnet, pieszo idzieZ bataljonem swym na czele.
Widzi żołnierz, że wódz drogiSam się rzuca w bitwę krwawą.— Hura! — krzyknie — na Moskali!I odparli wroga z sławą.
Tam Chrzanowski dzielny zginął,Tam Krasicki poległ śmiały —Lecz Warneńskie lwy na placuTrupem legły — i zostały!
Comments
Loading comments…