Czy zginie?

Poezye. Serya druga

Między stosami tłóczonych kamieni,Na których ludzkie łzy drżały, czy rosa,Szła wąskim rąbkiem przydrożnej zieleniBiękitnooka i złocistowłosa.Drobne serduszko pod nędzną odzieżąTak się trzepało, jak ptaszek ukryty:Szła i wznosiła oczęta w błękity,Jak ci, co smutni są, a przecież wierzą.Za nią została z dymami czarnemiWioska rodzinna i puste jej pola,I wiatr, co lata ze świstem nad niemiI zda się jęczeć i wołać: „niedola!”

Za nią zostały te szmery kojące,Któremi cisza usypia tęsknotę;I szumy lasów, i kwiatki te złote,Co pierwsze wschodzą w przednówek na łące.I młyn, co huczy, i straszy, i gderze,I rozbryzgana w jutrzenki i tęczeRzeczka, co szepce wieczorne pacierze,A nocą przędzie mgły srebrne, pajęcze.Za nią została rodzinna jej chata,Z której ją bieda wypchnęła za progi,I szmatek ziemi jałowy, ubogi,Co rodzi żyto raz w każde trzy lata.I mały Jasiek, co w zgrzebnej koszuliNosi wczorajsze zgłąbiałe ziemniaki.I Burek, co się tak łasi i tuli,I wierzby krzywe nad rowem, i krzaki,I krzyż spróchniały, i stare mogiły,I zapomniana socha na ugorze,Przy której ojciec padł kiedyś bez siły,Czując, że dzieciom chleba nie wyorze,Wszystko zostało! aż w piersiach coś boli...I takie krwawe to niebo wieczorneMatka trzydniówką odrabia komorne,A ty, sieroto, idź, szukaj swej doli!Hej, mocny Boże! hej mocny Ty Boże!...Iść ciężko... ciężej umierać od głodu!

Podniosła oczy; tam, w łunach zachoduStolica gore i kipi, jak morze —Zda się, że do niej żar bucha i parzy...Jakieś wołania, i śmiechy, i jęki...U spodu ciemne mrowisko nędzarzy,A nad niem nuta rozpustnej piosenki...Dech przyśpieszony w powietrze uderza,Zmieszane tłumy prą naprzód i śpieszą...Na bok, kto nie masz złotego puklerza!Zgniotą cię, zdepcą, a potem — ośmieszą.

O miasto! wielki żądz steku i brudu,Co zwodnym blaskiem przywabiasz zdaleka,Powiedz, co spotka i co tutaj czekaTo ufne, czyste dziecię twego ludu?Czy pójdzie ono, jak poszło tysiące,Spodlone, w gorzką poniewierkę losu,Tak, że ni oczu obrócić na słońce,Ni się ośmieli podnieść w niebo głosu?Czy znajdzie w tobie ciche przytulenie,Jako sierota w braterskiej drużynie?O miasto wielkie! na swoje sumienieBierzesz to dziecię!... Czy zginie?

Comments

Loading comments…