Ja się nie skarżę!

Poezye. Serya druga

Ja się nie skarżę, Boże! ja nie płaczę,Choć wiatr roznosi jękami głuchemiChmury łez pełne, westchnienia tułacze,Po całej smutnej tej ziemi!Ja się nie skarżę, chód jasność dnia blada,Zaledwo słońca promieniem draśnięta,W cień i zmierzch nocy wieczystej zapadaNieznana, często — przeklęta!Ja się nie skarżę, choć kwiat nierozwity,W pąku zdeptany, bezpłodnie umiera...Ja się nie skarżę, choć prawdy błękityBurza piorunem otwiera;Chód po dolinach mgły ciemne się wloką;Chociaż szczyt każdy bezduszną opoką;Choć po przepaściach zwątpienia jest drogaMyślicielowi — do Boga.

Choć wiekuistej harmonji twej tonyMilkną, wśród dzikich rozdźwięku wybuchów,Chociaż, stworzywszy ciał całe miljony,Tak mało dałeś nam duchów!Ja się nie skarżę, choć Twoje narodyIdą, nie wiedząc zkąd, kędy i poco?I bijąc w siebie, jak morskich fal wody,Pracę stuleci druzgocą.Choć hasła wieku, jak błędne ogniki,W strasznej nicości prowadzą nas bagno;Choć próżno biją w niebiosa okrzykiTych, co konają i pragną!Ja się nie skarżę, choć Twoje ołtarzeNie płoną wiecznej jasności pochodnią;Choć synom twoim na imię: „nędzarze",A nędza, tak często — zbrodnią.Ja się nie skarżę, choć serce człowiekaZ porywów marnych wykułeś, nie z siły;Choć smutnym droga tak bardzo dalekaDo ukojenia — mogiły!Chociaż ideał, na cząstki rozbity,Wspólnego duchom nie tworzy ogniska;Choć przez najczystszych uniesień zachwytyPłomień żądz ziemskich przebłyska.Ja się nie skarżę, choć słońce nie świeciW chacie nędzarza, w skazańca ciemnicy;Choć pokolenia posępnych stuleciMarnieją w gnuśnej tęsknicy;

Choć tyle smutków i łez na tej ziemi,Tyle niedoli, ach! i tyle winy...Choć ponad ludów tłumami blademiBiją, okropne godziny!...Ja się nie skarżę!... Cóż światu pomoże,Choćbym go skarg mych wstrzęsła huraganem?...— Smutno mi tylko, żeś Ty, wielki Boże,Całej tej nędzy jest — panem!

Comments

Loading comments…