Na dnie przepaści
Poezye. Serya druga
Tam, zkąd anioły odlatują stróże,Oczy zakrywszy skrzydłami białemi,Gdzie jest najkrwawsza z ran krwawych tej ziemi,Gdzie w żarach więdną jednodniowe róże,Gdzie hańba zciera na upadku progu,Z czół młodocianych jasne ducha piętna,Gdzie jest noc zawsze, noc ciężka, noc smętna,W którą nikt nie śni o świcie, o Bogu, —W jaskrawym blasku, co rzuca się złotyNa wstrętne ściany i ohydne sprzęty,I drży, jak gdyby przerażeniem zjęty,Nędzne, nieszczęsne, zeszły się istoty. —
Wpośród nich stanął grajek ślepy, siwy,Co miał wesoło przygrywać do balu;
Córka mu dzisiaj skonała w szpitalu;W oczach miał ogień i krew; nieszczęśliwyTak się w tej swojej pogrążył boleści,Że gdy strun zeschła dotknęła się ręka,Pełna łez, żalów i westchnień piosenka,Jak ptak wzleciała w tem miejscu bezcześci,I wielkim duszy rozległa się krzykiem,Wstrząsając ściany te z ogromną siłą;I przemówiła boleści językiem,Jakoby skarga nad świeżą mogiłą;I tak rozniosła się, jak wichrów szumy,I jako grzmiące w świątyni organy;I znowu cichła wśród smętnej zadumy,Jako tęsknoty jęk powstrzymywany;I rozsypała się srebrnemi tony,Jak rosa, która polne róże poi;I zaszumiała, jako las zielony,Co we mgłach kędyś zadumany stoi;I tak, jak strumień popłynęła cichy,Co niesie łąkom łzy swoje perłowe;I zadzwoniła, jak białe kielichyLeśnej konwalji w poranki majowe...Cisza... nikt nie śmie przerwać dziwnej pieśni...Piersi westchnieniem podnoszą się głuchem;Tak więzień wstrząsa przez sen swym łańcuchem,Gdy śni swobodę wśród więziennej pieśni.Jakieś wzruszenie, dawno niezaznane,
Przyśpiesza serc tych obumarłych bicia...Co utracone, co było kochane,Budzi się w piersiach i wstaje do życia;Na ustach niema sztucznego uśmiechu,Który tam widniał, jak znak potępienia;Wzrok, co przed chwilą miał zuchwalstwo grzechu,W spuszczonych rzęsach szuka sobie cienia.Cisza... Pieśń leci, jak odgłos nędz ziemi,W westchnienia, jęki i skargi rozbity,I wstrząsa ciche i senne błękity,I płacze, jakby łzami gorącemi,I gaśnie, niby konające tchnienia,W coraz to cichsze rozłamana dźwięki.
W tem naraz, wpośród smętnego milczenia,Zabrzmiała nuta znajomej piosenki...Lud ją nasz śpiewa w biednych swoich chatach,Powiewy wiosny roznoszą jej echa,Matka się przy niej do dziecka uśmiecha,Skowronki gubią ją na polnych kwiatach...Piosenka prosta, znana. — Nieszczęśliwe,Ślepego grajka otoczyły kołem,A głosy ciche zrazu i trwożliwe,W chór się złączyły i uniosły społem...Nędzne śpiewaczki, wzruszone i drżące,Znów odzyskały na jednę godzinę
Niewinność serca, i dom, i rodzinę,I spokój duszy, i Boga, i słońce! —
W pośrodku sali stało dziewczę blade,W tył przechyliwszy drobną swoję głowę;A włosy bujne, rozwiane i płowe,Obejmowały ją w srebrną kaskadę.Przymknęła oczy, jak ptaszę zmęczone,W nucie piosenki utopiona cała...— Ach! to jej strony, jej strony rodzone!Wioska pod lasem i chata w niej biała...I siwy ojciec, żołnierz Kościuszkowski...I matka stara, co lny przędąc cienkie,Głosem, złamanym przez lata i troski,Tę samę niegdyś śpiewała piosenkę...To zapach siana, to kwiecie tarniny,To na rozstaju pod borem mogiła...To dym nad chatą wijący się, siny...Studnia z żórawiem, zkąd wodę nosiła...Pole i miedza, i struga, i grusza,I polne maki jaskrawo kwitnące...I staw, jak modry pierścień, wpośród ziela...To dzwon niedzielny, to wiejska kapela...Ach! to jej Janek! to druga jej dusza! —Śpiewa; w pamięci błyska jak cień krwawy,Panicz — sokolik z białego tam dworu...
I las, i łąki pachnące otawy,I pocałunków szmer... i szept wieczoru...I chłodna nocka... i taka woń świeża!..
Z przymkniętych oczu łzy lecą gorące...Ktoś wszedł; do balu podano wnet hasło. —Wstrzęsło się dziewczę; śmiech ostry i suchyZ drobnych ust wybiegł... zwinęła blond włosyRuchem bachantki... widzenie zagasło;Umilkły w piersiach śpiewających głosy,I wszystkie dobre rzuciły ją duchy...I pierwsza — padła w objęcia tancerza.
Comments
Loading comments…