Nadzieja

Poezye. Serya druga

Tchnieniem ust twoich przed tobą niesiona,Wzlatam w błękity, jak przędze pajęczeMarzeń, z srebrnego wysnute wrzecionaW zorze i w tęcze.Gdy pierś twa błogim spokojem oddycha,Różaną stopą dotykam się ziemiI staję wtedy przed drzwiami twojemiProsta i cicha.I chodzę z tobą po izbach twej chaty,Po twoich polach, i po twoich łąkach,I budzę róż twych wiosenne szkarłaty,Drzemiące w pąkach...Chodzę tak blisko, że tylko nas dzieliTych kilka chwilek, co zbiegną do końca,Zanim się zorza różowa wybieliW promieniach słońca.

Dobrze mi z tobą — i tobie też ze mną!Nikt z nas w głębiny tajemne nie patrzy;Nikt się z nas troską nie dręczy daremną,Codzień to bladszy.Pókiś ty cichy — i ja nie mam siłyPodnieść się wyżej nad wioski twej dymy,Nad lasów twoich wiekowe olbrzymy,Nad twe mogiły.I tylko czasem, gdy serce się zwierzaZ tajnej tęsknicy, w błękitne obszaryDo gwiazd ulatam, jak słowa pacierza,Pełnego wiary.Lecz kiedy pierś twa rozszerzy się nagle,Gdy płomień ducha twój oddech rozpali,Rozwijam skrzydła z tęczowych opali,Jak lekkie żagle...Zrywam się, wzmagam, i lecę za światy,Żarem twych pragnień namiętnych niesiona...Cień mój, daleki od cichej twej chaty,W mgłach srebrnych kona...Im gorętszemi wzywasz mnie przysięgi,Im dalej goni za mną twa źrenica,Tem szersze, wyższe przepłomieniam kręgi,Jak błyskawica.Gdy konasz z tęsknot i wznosisz ramionaDo dalekiego rozświtu przyszłości,

Jam tak daleko, jak mglista zasłonaNieskończoności !Gdziem cię nie wiodła! gdziem z tobą nie była,Ją — twoja słabość i ja — twoja siła!Gdzieś cię nie rzucał, trawiony pragnieniem,Za moim cieniem!Przed tobą lecąc, jak mgliste pochodnieOgników, świętość oświecam — i zbrodnie;A imię moje, jak piętno się żarzyNa każdej twarzy.W wiecznej pogoni ze szczytów na szczyty,Strącam w przepaści — i wznoszę w błękity —I nad mogiłą rozciągam ramiona —Niepochwycona.

Comments

Loading comments…