W ciszy nocy

Poezye. Serya druga

W ciszy nocy głos bije aż do niebios progu:— „Dopókiż przestępce ducha,W purpurę form odziani, bluźnić będą Bogu?Pókiż synowie ciemnościBędą wodzami ludów na drodze do słońca?I pókiż rzesza skalanaMiędzy ofiarnikami stad będzie ludzkości,U przenajczystszych ołtarzy?"

W ciszy nocnej głos pomsty bije aż do Pana,A noc w zadumie go słucha,Srebrna od łez, od westchnień ziemi cała drżąca...A nad jej czołem się żarzyGwiazda, jako karbunkuł w szafirów oprawie...— „Zawezwę przed twoje sądyZbrodnie wielkich, co jadem przegryzły oblicze

Uciśnionej twojej ziemi;Jak śniegiem rozsypane, zaraźliwe trądyPrzed majestat słońca stawię:Po imieniu nazowię, i liczbę wyliczę,I wypiętnuję nazwiskoJaszczurczego rodzaju, co nieprawość swoję,Jako na brudne śmiecisko,Na dzieło ręki Twojej wytrząsa wzgardliwie...Ty sprawiedliwość czyń z niemi!”

Głos pomsty w ciszy bije aż do niebios progu,Dziwne jakieś niepokojeRozwiewają oddech nocy...Mgły białe, jako duchy, niosą się pierzchliwie.Gnane podmuchem przemocy...Jakaś tęskność, omdlenie, i ucisk, i trwoga,Ogromną skargę milczeniaRzuca w niebo pełne cienia,Pod którem ziemia leży, jak lutnia strzaskana.

W ciszy nocy głos pomsty bije aż do Pana:— „Oto człowiek, co w dni owe,Z potu i łez sług swoich utkane bogato,Nosił szaty szkarłatowe,I łoże snu swojego przykrywał makatą

Z łez i potu sługi swego,A kiedy ten zachorzał i nie mógł, omdlały,Zarobić chleba czarnego,Pan z mizernej zapłaty obłiczyłodliczył grosz mały,Aby się więcej zbogacił,I nędzarzowi grosza tego nie dopłacił.“

Wiatr powiał — i od ziemi poniósł jakieś szumyI nieukojone żale...Lekkich, mglistych oparów rozwichrzone tłumyWstają — i biję, jak fale,O zamknięte podwoje milczącego nieba;Zmieszane słychać wołanie,Jakoby głos pacholąt: „chleba, ojcze, chleba!.. “A w nędznej, zapadłej chacie,U Hiobowego barłogu,Drży gromniczny ogarek w miesięcznej poświacie,Krwawe łuny rozwodząc po wilgotnej ścianie.

— „A oto jest człowiek, któryGłosi, iż miłosierdzia pan chce nie ofiary...I wielbi mądrość natury,Co wylała nań hojnie wszystkie swoje dary,A nędzę stworzyła na to,Aby, bóstwu podobny, mógł pełnić na ziemi

Miłosierdzie nad biednemi.Lecz gdy o wieczornej porzeZaszła mu krok w ciemności płacząca sierota,Okryta nędzy swej szmatą,Iż żaden głośny chwalca cnoty za garść złotaJałmużny jego nie liczy,Rzecze z szyderstwem krwawem i pełnem goryczy:„Niech cię śmierć rychła wspomoże"A wyrzekł to w obliczu natury — i Boga!A gwiazda, ze zgrozy zbladła,Widziała, jak sierota, chwiejąc się, upadła.Głos pomsty bije w ciszy aż do niebios proga...A noc stroskana go słucha,Dyademu swojego gasząc blaski drżące,Aby o śmierć tego duchaNie pytała jej zorza, świt biały i słońce.

Ucichło w powietrzu łkanie,Jako piersi zmęczonej długim, ciężkim płaczem...Opadły lekkiej mgły szarfy,Głos pól i chat w westchnieniu rozwiał się echowemA pokąd cisza ta trwała,Ludzie senni marzyli o wiecznym pokojuI o obfitości ciała,I mówili: „spokój nam, iżeśmy dożyliTej błogiej spoczynku chwili,

Iż umilkły jęczących skargi już na wieki."I zamykali powieki.Lecz przyszedł wicher mocny i zatrząsł świat; zaczemPowstało w górach wołanie,Jakoby ducha, co się obwołuje słowem,Na wiecznych lodów strażnicy,I uderzyły morza w srebrne swoje harfy,I zakipiała mórz piana...I porwały się rzeki skrzydłami mokremi,Każda ze swojego zdroju,Aby szły, płacząc łzami, po łanach tej ziemi...A jako głos nawałnicy,Co bije w organ, pełny skrzydlatych płomieni,Podniósł się wskróś nocnych cieniGłos pomsty — i uderzył o tron niebios Pana.

Comments

Loading comments…