Fragmenty — XI
Poezye. Serya trzecia
XI.Z długiej się nocy, ku światłu obrócić —Wiem jak jest ciężką pracą, a jak twardą.Bo nam się trzeba, jak płomień wyrzucićW górę, z ogromną siłą i ze wzgardąDla tej małości, co nas chce zawrócićI zdjąć nam z czoła ostatnią myśl hardą,Myśl, co się blasków paliła koronąNad każdą głową wielką — a zelżoną.
Do tych błękitów, co stoją nad namiTak uciszone i tak obojętne,Z Jakóbowemi drabiny szczeblamiNie widzą oczy moje, we łzach mętne.Nam trzeba wzbić się własnemi skrzydłami,Gdy nas odbiegły gdzieś anioły smętne,I krwawe pióra na zorze kłaść złotą,Jak ptaki gnane ku słońcu tęsknotą.
Niechaj obaczy Bóg, gdy szarfy tęczyZawieszać będzie w chmurach, — niech obaczy,Że w tem powietrzu uciszonem jęczyJakiś głos smętny, żałosny, tułaczy...I niech pomyśli — nim ziemi zaręczySpokój, i łukiem go swoim naznaczy,Niech pomyśli — czy można zwać cisząCzasy, w których się takie skargi słyszą.
A ja wam mówię, że Bóg też ma noceBezsenne, w których na gwiazdach oparty,Swe piorunowe gubi kędyś moce,I patrzy cichy na świat ten rozdarty —I wie gdzie wróbel bez gniazda świergoce,I jakie księżyc odprawia tu wartyNad mogiłami w rosach — duch pokutny —I patrzy na to wszystko — i jest smutny.
A ja wam mówię, że Bogu też szkodaRóży, gdy z liści osypie się cicha,I drży, i w błękit już nigdy nie poda,Wydmuchniętego z zórz jasnych kielicha...Że mu żal struny pękniętej rapsoda,Gdy łez i pieśni zdrój na niej wysycha,I zadumany jest nad ziemską bryłą,Że się tak trupio toczy z tem — co było.
Bo nie o takich marzył nędznych skonachDla róż i pieśni, dla ludów i duchów,On, co dał ziemi królewskość w koronachGwiazd i tęsknotę wiosennych podmuchów,On, co sam morze kołysał w ramionach,Ucząc je hymnu wichrów i wybuchów,Co pulsy życia zamknął w pierś granitu,I moc istnienia zrównał — z żądzą bytu.
Bo nie o takich marzył on mogiłach,Co rosną zwolna zimne i milczące...On, co rozbija światy w złotych pyłach,I potrąceniem stopy gasi słońce,I jednym tchnieniem ścina w globu żyłachPłomiennych żarów obiegi tętniące,I puszcze wali przy piorunów biciu,I wielkiej śmierci chce — po wielkiem życiu.
Comments
Loading comments…