Fragmenty — XV

Poezye. Serya trzecia

XV.

Gdyby nam tyle tylko do dnia było,Żeby się znalazł głos, co świt obwieści,Każdaby brzoza biała nad mogiłą,Gdy w harfy swoje wietrzane szeleści,I każde ptasze polne — by wróżyłoKres długiej nocy i długiej boleści,I każde ziarno pól naszych wschodząceByłoby hasłem — że idzie już słońce.

Ale do naszych przebudzeń i brzaskówPotrzeba czegoś więcej niż hejnału.Nam piorunowych trzeba drgnień i blasków,I gorejących puszcz trzeba zapału,Kiedy wśród iskier walą się i trzasków,I w samo serce trzeba nam postrzału,Żeby nas podniósł z snu — i przetarł oczyBryzgiem krwi jasnej, co piersi nam broczy.

Cóż pieśń! z skowronkiem idź budzić zbóż łanySmętny lirniku, gdy śpiewać ci wola...Może tam wstanie wiatr jękiem przewiany,Może z zadumy swej ruszą się pola,Może się we mgłach podniosą kurhany,Które tam niegdyś sypała niedola,— Każda rzecz martwa prędzej się poruszyNiż my — też trupy, bo żyjem bez duszy!

Comments

Loading comments…