Lirnik Platona Kosteckiego

Poezye. Serya trzecia

...Sam, samiutki, starowina —Bez chatynki, rodu, syna,Lira, kosztur, kawał szmaty...Wskazki za to przebogaty!

Siwe włosy, broda siwa,Jak zbielały kłos do żniwa...Idzie chyłkiem a powoli,Jakby szukał dawnej doli,Co spłynęła gdzieś z wodami,Co rozwiała się z wichrami.

Na ulicy lira brzęczy,Dziad wesoło w nią podzwania,Dzieci za nim rój z pustotąWoła piosnek, dziada męczy,A zmarszczona dłoń oganiaOd głów złotych lirę złotą...

Wszystkim rad był gdzie mu radzi.Ale stara jego nogaJuż najczęściej go prowadziDo naszego, było, proga...Bo się znał gdzieś z dziadem naszym,Z Ukrainy, szlakiem laszym...

Ponad strzechą nasza chatkaMiała gruszę. Grusza — matkaJak zakwitnie — to z niej miodyBiorą całe pszczelne rody...............

Cicho — że i liść nie szachnie,Stoi grusza w kwieciu biała,Z dzbana krupnik miodem pachnie,I na licu starców pała.

A jak zaczną snuć do wątkaOne czasy, one boje,Jak zpod serca gdzieś, z zakątka,Wydobędą młodość swoję, —

— Słowo niże się po słowie,I godzina po godzinie,O Humaniu, Poczajowie,O Dobrudży, Ukraninie,O tym Barze, Carogrodzie,Czarnym szlaku, Krasnym brodzie,O tych puszczach, o tym stepie,Sawie, Marku, a Mazepie,O tych Turkach, o tych Lachach,Bitwach, koniach, cudach, strachach,A — „Waszeci”, a „Mospanie”,To i żal tak, i wesoło,Że nam malcom stojąc wkoło,Dziwu, słuchu, łez nie stanie...

Gdzieś tam brzmi kapela musza,Mruczy potok, szepce grusza,W górze niebo jasne, sine,Patrzy w step, a w Ukrainę...Gwiazdy wschodzą drobne, złote,Na wspominki, na tęsknotę...„Wóz” zatoczył się wpół nieba,„Kurki” już wywiodła kwoczka,Błyska zorza zza obłoczka...Toż i idziem, choć nieradzi.Dawno-bo już spocząć trzebaI gościowi i czeladzi.

Obu starców twarz płonącaZapatrzona do miesiąca...Westchną czegoś — a po chwiliGłowę na pierś przykłonili,I dumają... Ot, tak sobie,O szczęśliwszej jakiejś dobie.

Comments

Loading comments…