Na gody

Poezye. Serya trzecia

Pokiwali matuś głową,Popłakali mało wiele,Dali czapkę barankową,Tatusiową kamizelę...

Dali łapcie z łyka szyte.Za pazuchę kromkę chleba:— „Idźże, Jaśku, w świat szeroki,Na wschód słonka, na wschód nieba...

Jeszczećbym ci w chacie rada,Zbierzesz chróstu, dźwigniesz wody,Ano kiedyż ci do ludziJak nie teraz, nie na gody?...

A gódź-że się w dobrą chwilę,W dobrą chwilę i godzinę,Po wszelakiej należności,Choć za zgrzebną koszulinę...

A gódź-że się u bogacza,W dobre słowo, w dobrą wiarę,Jak przesłużysz co się patrzy,Da ci może buty stare...

A nie wracaj do chałupy,Aż wyrośniesz mi z pastucha,Aż wysłużysz na grzbiecinęSiaki taki szmat kożucha“.

— „A i długoż mi matusiu.Na te buty służyć w świecie?“ —— „Aż cię synku, bieda zgryzie,Aż cię praca w dół przygniecie“. —

— „A i długoż mi, mateńko,Na ten kożuch służyć trzeba?” —— „Aż cię Pan Bóg dojrzy, synku,Z wysokiego swego nieba“. —

Idzie Jasiek po ścieżynie,Co się spojrzy, to ją minie;Co się spojrzy, to się smuci —Albo pójdzie, albo wróci...

Stara wierzba, jakby żywa,Gałęziami za nim kiwa,Czegoś skrzypi, czegoś biada,Dziw do niego nie zagada...

Oj! nie użył Jasiek w chacieAni wczasu, ni swobody...— Ano — kiedyż mu do ludzi,Jak nie teraz, nie „na gody“?...

Comments

Loading comments…