Wojna, z poezyi Ludwiki Ackerman
Poezye. Serya trzecia
Ognia!... krwi!... i żelaza!... To wojna! To ona...Stoi wielka w swym gniewie. Prawica wzniesionaSkinieniem budzi ducha w walczących szeregu...Głos jej chłoszcze krew w żyłach do szybszego biegu,Wkoło niej się ogniste rozpalają węże...Kula wylata świszcząc... Dosięże! Dosięże!Tłum wozów, jezdnych, koni, zmieszany, ruchomy,Huczy jak przypływ morza i wyrzuca gromy.Na jej płomienne hasło wstaje zgroza blada,A pod żelazną dłonią, co jak piorun spada,Związana z krwawym mordem straszliwem przymierzem,Każdy przedmiot jest bronią, każdy mąż żołnierzem.
A kiedy już nasyci i oczy i uszy,Widokiem przeraźliwym zniszczenia, katuszy,Gdy naród dogorywa zdeptany w swej trumnie,Blada pod wawrzynami — uśmiecha się dumnie,Staje w tryumfie przed swą robotą przeklętąI śmierć znużoną wita krzycząc: Dobrze zżęto!...
O tak jest! Dobrze zżęto! Bujne było żniwo!Pokosy trupów leżą gęstwiną straszliwąPięknych, młodych i dzielnych zginęło tysiące...A ludzkość, jako pole kędy przejdą kosy,Z drżeniem i zgrozą patrzy na te blade kłosy,Na piersiach jej skrwawionych bezładnie leżące.
O boleści! Niedawno z wiosennym podmuchemKołysały się, kwitnąc lekkim, srebrnym puchem,I na młodej łodydze bujały z nadzieją,Że w płodnych żarach słońca na ziarno dojrzeją,Że plon dadzą swej ziemi pod cichem gdzieś niebem,I nie słomą zdeptaną będą — ale chlebem!
Jeśli walka jest życia nieodzownem prawem,Czemu się ono spełnia zawsze w polu krwawem?
Czyż potęga ludzkości — za mniej straszną cenęNiż stos trupów — niezdolna wystąpić w arenę?Czy brak wroga, co czyha, i już, już dopędza?Zaślepiony! Ty szukasz — a wszakże jest nędza!...
Z nią się zewrzyj ramieniem, a niech twoja rękaChwyci ją bez litości, i dławi i nęka,Niechaj w wyschłe jej łono całą wściekłość miota...A oto inne wrogi — zbrodnia i ciemnota —Wsparte jedna o drugą głucho grożą tobie...Chwytaj sztandar! Idź walczyć — i zwycięż je obie.
Do takich bojów wciągaj ludy i narody,Niechaj grzmi wyzwolenia hasło i swobody,Zburzcie nędzne zapory i ciasne granice,Niech brat ściśnie z miłością braterską prawicę,Bo do walk tych wspaniałych pod hasłem przyszłości,Zaprawdę, nie jest nadto sił całej ludzkości!
Cisza była i spokój. Myśliciel w zachwycieŚnił o wielkim dniu pracy społecznej, o świcie,Który słońcem ozłocić miał człowieka dolę...Świat odetchnął.— Wtem nagle, z płomieniem na czole,
Z trąbą przy wzdętych ustach, wzeszłaś ty, o wojno,Depcąc ślady postępu stopą swoją zbrojną.
Na wyścig lecą ludy ogarnięte szałem,Ziemię poić krwią swoją i karmić ją ciałem.Na śmierć!... Straszliwe hasło bije w każde wrota,Oto idzie wezwany od pługu, od młota;To brat! Jemu się uścisk od ciebie należy,A ty podnosisz rękę do lontów moździerzy?
Wioski i miasta giną w płomiennych wybuchach...Kamienie nawet cierpią, cóż mówić o duchach?Oto na trupie ojca leży syn młodzieńczy,Przy zagasłem ognisku garstka sierot jęczy,Bo te trupy wybladłe, te piersi strzaskaneMiały bijące serca — i były kochane.
Osłabła i zwątlona, zdeptana niegodnie,Wstań praco! Ty, geniuszu, rozpal swą pochodnię!Dzieła wasze rozpierzchłe, jako snop zszarpany.Lecz jakto!... Wszakże to był skarbiec uskładany,Całej ludzkiej rodzinie wspólny!O ślepoto!Burzyć własne swe mienie jestże ludów cnotą?O wojno! Na wspomnienie krzywd twoich bez miary,Budzi się nienawiści jad w sercach prastary.
Ta ziemia, którą przejdziesz, zasiewa się ziarnemKainowego gniewu zatrutem i czarnem...A zwyciężony życie w jedną żądzę wciela,Aby z wnętrzności swoich mógł spłodzić mściciela.
Tak ród ludzki krwią płacąc odwetów dług staryJest drzewem, które traci corocznie konary.O wiosno! O ty jasne nowych wieków słońce!Komu oddasz swe soki i światło żywiące?Ten pień okaleczony, co się zwie ludzkościąNie ma kwiatów, ni liści, on nie jest przyszłością!
Nie myśliciel to blady, nie śpiewak surowy,Z ginącej dobrowolnie zerwie laur głowy.Chlubą jest szukać śmierci z własnego popędu.Bohaterowie ducha, tępiciele błędu,Rycerze ideału, co krwią światło płacąI bez ciebie — o wojno! — ginąć mają za co.
Ale temu żelazu co z świstem uderza,Tym niszczącym, bezpłodnym wysiłkom szermierza,Wiecznie będę złorzeczyć w imieniu ludzkości!O serce, pełne woni wiosennej, jak kwiaty,Serce bijące sztuce, sławie i miłości,Ciebie, ciebie dać śmiano na pastwę armaty?...
Wolność i sprawiedliwość zatwierdzają — działa.Dla nędznej szmaty kraju, dla muru kawała,Narody wytępiają krwawą dziesięciną...Ależ oni niewinni!— Cóż z tego? Niech giną!— Stój! Życie ludzkie — iskra u Boga poczęta.Nie waż go się dotykać! Człowiek — to rzecz święta.
Kiedy pod wyziewami krwi i prochu bladnąGwiazdy w łunach ognistych, wśród nieszczęść bez miary,Stoję z duszą podobną do zatrutej czary,I patrząc pełna zgrozy na klęskę bezładną,Wobec tej zbrodni ludów — nim zdołam ją zmierzyć —Chciałabym być piorunem i w ziemię uderzyć!
Przynajmniej krok za krokiem, odziana żałobą,Depcąc twoje wawrzyny, w ślad pójdę za tobą,I aż do ujścia dziejów złudzonych zwycięstwemŚcigać cię będę krzykiem moim i przekleństwemO wojno! wojno krwawa, co płodzisz morderce,Ja mam usta klątw pełne, i pełne łez serce!
Comments
Loading comments…