Co to jest życie?
Poezye w nowym układzie. Tom I, Fragmenty
Co to jest życie?... Schylona nad księgąWiecznych zagadnień o śmierci i bycie,Myśl wstrząsa niebios i ziemi potęgą,Pytając: co to jest życie?Jako świat dawny, tak dawno paląceSłowo to w błękit wyrzucone, leci...A nad ludzkością zadumaną słońceW ciszy powstaje i świeci...I żaden odzew nie koi nam ducha,I nie rozjaśnia żaden promień nocy...Ach, kiedyż wstanie Ten, który nas słucha,Milczący w swojej wszechmocy?
Co to jest życie? — Oś przemian i ruchu,Harmonii zjawisk ton główny, przewodni,Płomyk, co gaśnie przy śmierci podmuchu,I znów się chwyta pochodni...I co jest życie? Żebracze łachmany,Purpura królów, siła myśliciela,
Nędza, co w istnień miliony się wciela,Wlokąc materyj kajdany...Upadek duchów, walk pole najkrwawsze,Gdzie nikt nie mierzy oręża, ni siły,I gdzie zwycięstwo otrzymuje zawszeCzarna chorągiew mogiły...Co to jest życie? — Uśmiechy wiosenne,Szmer pocałunków, jutrzenka spłoniona,Zroszone róże, marzenia półsenne,Uścisk, co splata ramiona...I co jest życie? — Odwieczna tęsknicaDo oddalonych żywej wody zdrojów,Żar, co pierś trawi i ogień podsycaBurzliwym tchem niepokojów...Trud bez zapłaty, samotność i wzgarda,Znój krwawy czoła i łzy krwawe oka,Boleść, jak groby czarna i głęboka,Dola sieroca i twarda!
Cóż więc jest życie? Do czego zbudzone?Czemu tak strasznie rozłamane w sobie? —Oto w błękitach ma swoją koronę,A trwałość odrodzeń — w grobie.Obecność jego wszędzie, a istotaNiepochwycona, lotna i subtelna...Dotkniesz go ręką? — garść pyłu i błota,Myślą? — iskra nieśmiertelna.
Gdzież jest ten nikły punkt, ta tajemniczaSpójnia, co wieczne łączy ze znikomem,I zmiennej formie, która jest jej domem,Potęgi bytu użycza?I komu dano chwycić moment wielki,W którym materya przyjmuje paląceZnamiona ducha, jak rosy kropelki,Co rankiem zwierciedlą słońce?
O myśli ludzka! gdzieżeś ty nie byłaPo słowo życia, płomienna i drżąca?I jaka czara, tuż przy ustach schnąca,W pragnieniu cię nie poiła?Ileż ty razy, o biedna ludzkości,Wzniesiesz się jeszcze i padniesz znużona,Zanim podstawy dla swojej przyszłościWyczerpniesz z własnego łona?Zanim zdobędziesz choć tyle w tym boju,Z tajemniczością własnego istnienia,Byś cele swoje bez łez i bez drżeniaRozważać mogła w spokojuKiedyż ukoisz się i pójdziesz, cicha,Wytkniętą drogą, bez skargi, świadomieDążąc tam, kędy myśl boża oddychaW słonecznych światów ogromie?
O! gdybym mogła z łez własnych, tęsknoty,Utkać, jak tęczę, pas długi, pas złoty,
Rzuciłabym go w gościniec daleki,By prędzej po nim szły wieki!Ale w ludzkości jak klątwa niedoli,Są takie słowa, których nic nie zgłuszy...Myśl od nich płonie, i pierś od nich boli,I ciemno robi się w duszy...I wiem, że wiecznie, wśród istnień gromadyZ okiem utkwionem w dalekim błękicie,Stać będzie człowiek samotny i blady,Pytając: co to jest życie?
Comments
Loading comments…