Czy ty pamiętasz...

Poezye w nowym układzie. Tom I, Fragmenty

Czy ty pamiętasz ten wieczór majowy,Gdy w szał ironji wpadliśmy oboje,Nielitosnemi wyśmiewając słowyWłasne tęsknoty, trwogi, niepokoje,I ten błękitny urok, co do głowyPrzewiewa marzeń niepochwytnych roje,I uniesienia i pragnień wybuchy,I wszystko, czem się karmić zwykły duchy?

Czy ty pamiętasz, jak, pełni goryczy,Patrząc na siebie oczyma smutnemi,Z łez my szydzili, których nikt nie liczy,I z beznadziejnych wysiłków tej ziemi,I z ducha, który pełza niewolniczy,Lub rwie się w górę skrzydły złamanemi...I z mglistych celów, na które brak miary,Z daremnej pracy — i ułudnej wiary?

I z tych porywów, w niemocy poczętych,Po których ludzkość znów w mroki zapada;

Z błogosławionych duchów — i z przeklętych,Co w nicość lecą, jak grzmiąca kaskada...Z nieśmiertelności wizyi nieujętych,Zrodzonych w zmierzchu, jak dziwna ballada...I z mędrców, którzy czołem zadumanemNapróżno biją przed wielkiem Nieznanem?...

I czy pamiętasz, jak z nagłym wybuchemGorzkiego śmiechu, co duszę rozrania,Staliśmy bez słów, w rozdrażnieniu głuchem,Przed tym olbrzymim znakiem zapytania,Patrząc się okiem błyszczącem i suchemW przepaść nicości, którą On osłania...Aż tchu nam brakło — i tak ledwo żywi,Staliśmy, zdjęci zgrozą, nieszczęśliwi!

Tyś krzyknął wreszcie, by chociaż tym krzykiemO rzeczywistość jakąś się zahaczyć...Bośmy nie mogli już zwykłym językiemRozpaczy naszej i bólu tłomaczyć...Jakto! być wiecznym złudzeń niewolnikiem?Konać — i celu życia nie obaczyć?I być rozbitym w ostatniej godzinie,Jak pusta czara po wypitem winie?...

Och!... I znów milcząc, staliśmy tak chwilę,W otwartem oknie, tłumiąc serca bicie...

Gwiazdy, jak złote lecące motyle,Roztrzęsły blaski po ciemnym błękicie,Noc w królewskiego majestatu sileCiszy swej sama słuchała w zachwycie,I żaden odgłos lekkiemi skrzydłamiNie przewiał między ciszą tą — a nami.

Nie wiem, jak długo zaduma ta trwała;Gdym się ocknęła. Na czole twem bladem,W niebo zwróconem, zórz jasność gorzała,Jak nieśmiertelnej potęgi dyadem...Wzrok twój przebijał lazury, jak strzała,Mnie łzy z źrenicy srebrnym biły gradem...Aż wreszcie głosem, co duszę przejmuje,Rzekłeś: »On przecież jest tam!.. ja Go czuję!...«

Comments

Loading comments…