I cóż z tego?

Poezye w nowym układzie. Tom I, Fragmenty

I cóż z tego, że geniuszeNieśmiertelne dzieła tworzą?Że myśliciel swoją duszęNa świątynię zmienia bożą?I cóż z tego, że w tęsknocieDo wieczystej prawdy zdrojówDuchy, pełne niepokojów,Jako orły rwą się w locie?I cóż z tego, że przestrzenieŚwiatła, ciszy i błękitów,Myśl słonecznych pełna świtów,Ukochała nieskończenie?I cóż z tego, że są duchy,Co się trawią własnym żarem;Póki świat dźwiga łańcuchy,I w bezprawiu tonie starem...Że wskróś wieków, jak kometa,Gorejąca myśl przelata,Że duchowy gdzieś atletaPodwaliny wstrząsa świata,

Że jest serce, które płaczeNad niedolą wieku swegoŻe są ścieżki, gdzie tułaczeIdą smutni, i cóż z tego?

Wszak na ziemi, tu, wśród tłumu,Co pięściami się rozpycha,Wśród zamętu, krzyku, szumu,Gdzie sto żądz naraz oddycha,Ani jedno próżne słowoNa warg brzegu nie zastygnie...Ani jedna myśl w malignieNie zbudzi się świeżą, zdrową...Ani jeden uśmiech pustyNie powstydzi się, że lata,Różowemi tchnięty usty,Nad ogromem nędzy świata...Ani jeden strój balowyNie zużyje mniej krwawicy,Ani jeden kwiatek z głowyNie wypadnie tanecznicy...Ani jedna wina czaraNie drgnie w dłoni biesiadnika...Samolubna żądza dzikaNie wymówi: »czyn, ofiara«;Ani jedna pierś zamarłaOgniem ducha nie zapłonie,

Ani jedna wielkość karłaNie zachwieje się na tronie...Tłumu śmiechy i oklaskiNie ominą arlekina,Gdy wieczornych zórz godzinaZ wstydu gasi swoje blaski...Ani jeden duch służalczyNie podniesie zgiętej skroni,I nie rzuci ten, co walczyO garść złota, nędznej broni...Żadna podłość, żadna zdrada,Żadna hańba, co się imaMroków nocy, drżąca, blada,Nad przepaścią się nie wstrzyma!...

Ach! gdy wszelka rana ziemiBez ratunku jest otwartą,Płakać łzami gorącemi,Tęsknić, konać, czyż to warto?

Comments

Loading comments…