Wstań o dziecię
Poezye w nowym układzie. Tom I, Fragmenty
Wstań, o dziecię! Idź na pole,Gdzie pot ludu wsiąka w rolę,Gdzie pod jasnem naszem niebem,Kłosy brzęczą żytnim chlebem,Jako struny szklane...Idź i słuchaj, a w tym szumieMoże serce twe zrozumie,Jakie to nam rosy świecą,Jak masz uczcić dolę kmiecą,I zgrzebną sukmanę!
Ucz się drogie dziecię moje,Nosić wcześnie twarde zbroje,Jak dawni rycerze!
Nie z żelaza, nie ze stali,Te, co ludzie wykowaliHełmy i pancerze,Ale jasną, ale dzielną,Zbroję ducha nieśmiertelną,Co się strzał nie boi,Ale taką tarczę złotą,Co się zowie wolą, cnotą,A za oręż stoi.
Kiedy widzisz skrę, co pryskaZ nakowadła i ogniska,Gdy dłoń widzisz z kielnią, z młotem,Jak nad głową śmiga hardo,Gdy na twarzy zlanej potem,Odgadujesz dolę twardą,Uchyl czoła, synu miłyPrzed tym, co się krwawo znoi:Lud i praca — to są siły,A świat cały niemi stoi!
Szanuj, drogie dziecię moje,W małym ziarnku — przyszłe plony,W małej kropli — przyszłe zdroje,
W szelągu — miliony.W każdej myśli — zaród czynu,Życie — w chwilce co ucieka,A sam w sobie — szanuj, synu,Przyszłego człowieka!
Comments
Loading comments…