Augury
Poezye w nowym układzie. Tom II, Helenica
Widziałem ich!... Tak zgięty kark,Ich kroki tak leniwe...Z nad pochylonych zwiędłych barkSpływały włosy siwe.
Wierzch czaszki świecił, jako dnoZłocistej tykwy w lecie:Każdy z nich może zim ze sto,Na wyschłym dźwigał grzbiecie.
Z północnej Grecyi jeden niw,Z Epiru szedł w południe,Z Focydy drugi, ledwie żyw,O kiju wlókł się żmudnie.
Delficki jeden rzucił próg,Dodońskie drugi mury,I tak się zeszły wprzecz swych drógDwa sławne Augury.
Wieszczkowych jeden resztki szat,Hieroglifami tkane,
Drugi miał chiton pełen łat,I stopy niewiązane.
Błyszczący obręcz jeden z nich,Na zżółkłe wtłoczył czoło,A drugi wieńcem z kwiatów pstrychZakrywał czaszkę gołą.
Oczy — te dawno zgasły już,Mało co widzą nieba,A ofiarniczy tępy nóżNie kraje dawno chleba.
Tak szli wprost siebie, z sprzecznych dróg,Na wielkie jasne słońce,A cienie ich szły u ich nóg,Niepewne, wątłe, drżące...
I byłem ciekaw, jak mnie w słuch,Ów znany śmiech zaskoczy,Gdy się Augurów zejdzie dwóch,I spojrzy sobie w oczy.
Lecz oni, kiedy zeszli się,Podnieśli zwiędłe głowy,I oblókł razem twarze dwieCień smętny i surowy.
W źrenicach jeden koral miałDrugie świeciły perłą,A każdy siwą głową chwiał,Oparty o swe berło.
A kiedy jedna czaszka ta,I druga tak się trzęsie,Spojrzę, aż wielka, ciężka łza,Na siwej drży im rzęsie.
I spada w bruzdy zwiędłych lic,Na wyschłą pierś wieszczkową...I stali tak nie mówiąc nic,I tylko chwiejąc głową.
A wiatr z Epiru zerwał się,Szeroką, polną ciszą,Jak dzwon zahuczał w miedzie te,Co na świątyni wiszą.
I nad Dodoną w trwożny lotPorwały się gołębie,I głuchy burz dalekich grzmot,Dom Zewsa zatrząsł w zrębie.
I z Delfów, gdzie Apollo maSwój chram, na góry stoku,
Ogromna sina padła mgła,I świat zakryła oku.
A w grzmocie tym, i w sinej mgle,Co gasi dzień na niebie,Dwie nędzne czaszki chwiały sięMilcząco przeciw siebie...
I łza po łzie padała wzdłużZoranych lic spiekoty,I trząsł się smętnie wieniec z róż,I trząsł się obręcz złoty...
Comments
Loading comments…