Helios
Poezye w nowym układzie. Tom II, Helenica
Nad młodą ziemią Helios wstał,Ogniste rozwiał włosy,W Egejską czarę złoto lał,Na Pelion sypał rosy.
Egejska czara pełna wód,Stu wysep łono trąca,Stu wysep Helios zbudził lud,Nim wyschła rosa drżąca.
I powstał lud, i w światła zdrójObrócił twarz młodzieńczą,A był z tych, co gdy idą w bój,To hełmy mirtem wieńczą.
I z tych był, którym w ręku mieczW jasny się piorun zmienia,I których stopa wprzód i wsteczOdciska ślad istnienia.
I z tych był, których lutni dźwięk,Wiosenną ma pogodę,
I nie zna co jest płacz, co jęk,I życie śpiewa młode.
I stało piękno, jako bóg,Nad jego ziemią błogą,I chodził w świat i wracał w prógOzutą kwieciem nogą.
I w blaski słońca podniósł gród,Pod którym wzgórza klęczą,I stała mądrość mu u wrót,Siedmiopromienną tęczą.
A sława siała laurów siew,Na drogę jego męską,Czy wroga tłumił, niby lew,Czy sam był rażon klęską.
I równą chwałą błyszczy sięWskróś wieków jego zbroja,Czy Termopile świat ją zwie,Czyli ją mieni Troja.
I wyschły wody mnogich rzek,I koło czasu warczy,A nie wie świat czy większy grekPod tarczą, czy na tarczy.
I siała sława laurów siewNa jego młodą głowę,Czy w marmur zaklął ducha wiewCzy ludzką dał mu mowę.
I równą chwałą błyszczy sięGwiaździstych dzieł plejada,Czyli ją ziemia Venus zwie,Czy Edyp, czy Iliada.
I przeszły fale mnogich wódWiejące modrą szatą,I nie wie świat, co większy cud,Czy Fidyasz, czy też Plato.
I śmiał się Helios z dzieła rad,I sypał ziarna złote,Na każdy greckiej stopy ślad,Na greckich rąk robotę.
I rzekł: Nim przejdę niebios prógTam, gdzie mnie gasi morze,Z tej młodej Grecyi, jakem bóg,Lud nieśmiertelnych stworzę!
I wyżej boskie czoło wzbiłPłomienniej rozwiał włosy,
I każdy strumień słońce pił,I każda kropla rosy.
I chyżej puszcza strzały swe,Ognisty wóz pomyka,Aż w drodze tej, czy chcąc, czy nie,Przebudził niewolnika.
Zaczęła psuć się jakoś wnet,Słonecznych rąk robota,Kiedy spodlony, nagi grzbietZ ciemności wzniósł Helota.
Przecudna linia greckich ciałSpaczyła się dziwacznie,Gdy nędzarz ten, co dotąd spał,Swój łachman wstrząsać zacznie.
Sokrates, Fidyasz, Eschyles,A nawet Plato boski,Poczuli w oczach słoność łez,Na czołach bruzdy troski.
Więdnieje pieśń, więdnieje kwiat,Klasyczna forma pęka,I nowa treść w nią, nowy światPrzewciela twarda ręka.
A w lirach brzmią, nieznane wpierw,Zadumy smętnej tony,I mirtów gaj podgryza czerw,Podgryza laur zielony.
I choć stał niemo nędzy syn,Z bezmyślną, tępą głową,Zmniejszał się przy nim każdy czyn,Malało każde słowo.
I choć nie skarżył się na nic,Krzywd własnych nieświadomy,Wybiła bogom bladość z lic,Warknęły zdala gromy.
Poczerniał Pelion, gdy nań cień,Wyschniętych upadł kości,A cisza pełna wonnych tchnieńZatrzęsła się z żałości.
I ujrzał grek na niebie swemOdbity cień nędzarza,Jak nagle się pod wichru tchemW olbrzyma przeobraża...
I ujrzał, jak ten olbrzym-duch,Swą mroczną dłoń wyciąga
I w piersi Grecyi gasi ruchI słońcu jej urąga.
I ujrzał, jak się w życia tłoRozpływa mroczne ciało,I »Fatum« nazwał bóstwo to,Które go zabić miało.
Napróżno Helios pęki strzałZ żywego puszcza złota,Olbrzymi mrok nad Grecyą stał,Dopóki stał Helota.
I nim koń słońca w morzu pił,Zamierzchły wód zwierciadła,I młoda Grecya w pełni siłI w pełni piękna — padła.
Comments
Loading comments…