Pod Dogali

Poezye w nowym układzie. Tom II, Helenica

Byłem tam z nimi. Niech mnie nikt nie pyta,Czy duchem we śnie, czy na jawie — ciałem.Byłem tam z nimi i sam ich widziałem.A kiedy myślę o tem, płacz mnie chwyta,I staję przed tym długim, trupim wałem,A dusza we mnie, jak harfa rozbita.

Ogień mam dotąd w piersi i źrenicy,Od wrzących piasków tych, na których padliProstą i wązką linią — ci wybladli,Których grobowa nazwa — męczennicy...Ogień mam dotąd w piersi... Tak się kładli,U Termopilów, Sparty wojownicy.

Za szańcem trupów, garstka żywych stała,Dwunastu ludzi było — garstka marna!A już ich kryła dymów chmura biała,A ziemia była dysząca i parna,I bicia serc tych ostatnich słuchała,Wielka umarłych matka, wdowa czarna.

Do strzału wszyscy stanęli złożeni,A Christophoris sam stoi u czoła.

On wie, że wodzem jest trupów i cieni,Że tu nikt śmierci wydrzeć się nie zdoła.Zachwycił wzrokiem słonecznych promieni:— Cześć tym, co legli! Prezentuj broń! — woła.

I pod strzał piersią zwróciwszy się hardą,Śmierć salutuje przed garścią żołnierzy.Stanęli frontem, ujęli broń twardo,I — »Cześć umarłym!« po ustach im bieży.Więc wróg zdumiony tą życia pogardą,Pod cynglem trzyma ich i długo mierzy.

Błysnęło. Świat się hukiem wstrząsł. Dym sinyBuchnął i wzleciał kłębami białemi...A kiedy opadł, już z mężnej drużynyNie został żaden pomiędzy żywemi.Wszyscy odeszli do cichej krainy,Gdzie wojen niema, ni ran, ni nędz ziemi.

I u Dogali stoków, tak jak staliPod tą komendą śmierci, tak polegli,W tej afrykańskiej, czerwonej batalii,Z drzewca chorągiew zdarłszy, której strzegli,Broń prezentując, z imieniem ItaliiNa ustach, w której ognisk swych odbiegli.

O słońce! Jeśliś ty widziało z góryTen wielki cichy skon, te skwarne piaski,

I nie zczerniało kirem żadnej chmury.Lecz na te trupy rzuciło swe blaski,Jeśli to prawda, to wskróś tej naturyNic niema, oprócz zimnej, pustej maski!

Comments

Loading comments…