Przejrzysty letniej nocy cień
Poezye w nowym układzie. Tom II, Helenica
Przejrzysty letniej nocy cieńPada na cmentarz stary,Mdlejących kwiatów słodką wońMogilne tchną opary.
Strawiła ziemia proch i kość,I ukojeniem dyszy,A w koło słychać szepty brzóz,Co pacierz mówią w ciszy...
Miesięczna pełnia drżący blaskPo starych grobach śnieży,I srebrnym snopem u mych nóg,Na wązkiej ścieżce leży...
Splątanych liści błędna siećWskróś jasnej pada smugi,
A na jej białość rzuca sięCień krzyżów czarny, długi...
Jeden przy drugim stają w rząd,Nad senną ścieżką razem,I skrzypią, jakby skarżąc się,Wyżartem rdzą żelazem...
I leci skrzyp ten, leci zgrzyt,I wstrząsa groby lękiem,I brzmi jak dziwny jakiś śmiech,Urwanym nagłym jękiem.
— Te czarne krzyże, jest ich sześć —Stara mi babka prawi, —Na grobach stoją sześciu żon,Niech Bóg ich duszę zbawi!
Rycerz tu jeden sławny żył,Co roku sprawiał gody,Jedna po drugiej żon miał sześć,A zwał się Sinobrody.
Gadają ludzie tak i tak, —Boże zachowaj grzechu! —A to wiadomo, że na śmierćŁaskotał je do śmiechu.
Na ślubne łoże panią wiódł,I szyjkę gładził białą,Całował usta, trefił włos,Aż wszystko się w niej śmiało.
Więc się jej do stóp giął jak wąż,Łaskocząc nóżki bose,Pani się śmiała, śmiała wciąż,A w oczach miała rosę.
I coraz głośniej buchał śmiech,Zwyczajnie jak w kochaniu...Aż rankiem leżał świeży trupNa łożu, na posłaniu.
Jednę po drugiej sześć ich miał, —Boże uchowaj grzechu! —A każdą w pierwszą ślubną nocNa śmierć łaskotał w śmiechu.
Różnie tam o tem prawił lud,I wtenczas, i za laty,Aż wszystko wydał młody paź,Co sypiał u komnaty.
Mówi, a z jej bezzębnych ustCichy się śmiech odzywa,
I z głębi czarnych, wdowich chustChwieje się głowa siwa.
W zapadłych oczach płomyk tli,Twarz jej się barwi blada,Sto lat już ma, lecz śmierci tejByłaby jeszcze rada.
I śmieje się, i patrzy w dal,I wyschłą czaszką trzęsie,I jakiś dawny, dawny żalDrży łzami na jej rzęsie...
A stary cmentarz mogił tchemNa twarz jej zwiędłą dyszy,A u wrót szkielet kosę swąWydłuża ku niej w ciszy...
Comments
Loading comments…