Dzwony

Poezye w nowym układzie. Tom III, Pieśni i piosenki — Na gody

A gdy skonał w czarnej chacieJasieńko miły,Poszła matka prosić dzwonów,By mu dzwoniły.

— Mój synaczek, mój rodzonyW trumience leży,O zagrajcież wy mu, dzwony,Z tej białej wieży!

Niechaj idzie głos bijącyO jasne słońce,Przez te pola, przez te lasy,Z wiatrem szumiące»...

Ale dzwony twarde serca,Zimną pierś miały.

— Będziem jemu dzwonić, matko,Za talar biały!» —

I wróciła, narzekając,Do pustej chaty,I strząsnęła wszystkie kątyI zgrzebne szmaty...

I nic więcej nie znalazłaPrócz onej świty,Którą syna trup zczerniałyLeżał nakryty...

— Nieszczęśliważ moja dola,Jasieńku miły!Chybaż tobie łzy te mojeBędą dzwoniły...

Chyba moje narzekanieBić będzie z rosą,Kiedy ciebie na mogiłkiZ chaty wyniosą!»

I wynieśli za próg czarnyTrumienkę lichą,A za synem poszła matkaŚcieżyną cichą...

I nie grały jemu dzwonyZ wysokiej wieży,Jeno szumiał las zielonyI wietrzyk świeży...

Jeno dzwonki te liljowe,Co w borze rosną,Żeby dzwonić chłopskim trumnomW drogę żałosną...

Comments

Loading comments…