Na Dunajcu (II)
Poezye w nowym układzie. Tom IV, Obrazki
Lecimy!... on mnie w swoje pochwycił ramionaI runęliśmy w przepaść z skalistego proga...A fala, żarem piersi mojej przenikniona,Modrym słupem bryznęła, aż w niebo, do Boga,Skrytego za sklepieniem swojem tajemniczem...Za nią poleciał krzyk mój, pytaniem nabrzmiały,I potrącił błękity, i powrócił z niczem...
I runęliśmy w przepaść... Najskrytsze szczelinyRozdniały od strzał srebrnych, które puścił z sykiemDunajec, przez granitów zwalonych odłamy...I wszystkie przemówiły dziwacznym językiemJakiejś pełnej burz, wstrząśnień, przeddziejowej dramy,I zaczęły się skarżyć cicho, jako starce,Którym czci nie wyrządza wnucze pokolenie,I o których niewdzięczne zapomniały syny...
Precz, łódko! Precz ty, wiosło! Niech w szalone harcePochwycą mnie tej fali stalowe pierścienie!
Jak delfin, w modrych toniach spławię grzbiet mój ślizgi,Czołem rozbiję pianę skroploną na bryzgi,I w powietrzu ustami zdmuchnę te opale!...Ha, co tak wre? — Krew moja, czy Dunajca fale?...
Przylegam do wód piersią, jak strzała do łuku,Ich pośpiechem zdyszany, ich tętnem kipiący,Mieszam bezwiedny okrzyk do gromkiego huku,Od którego brzeg skalny drży, jako reduta,Ogniem podminowana i dymem zasuta....Tajne prądy nurtują do dna potok rwący,Jak pierś moją namiętne, tłumione porywy...I wyciągam ramiona, jak jeździec tej fali,I naglę ją do biegu, i chwytam się grzywySrebrnej mego rumaka, i pędzimy dalej...O! dalej!... Chciałbym uciec od brzegów tych ciasnych,I lecieć tam, gdzie księżyc wschodzi zadumany,I o rąbki tych chmurek, od gwiazd łuny jasnych,Oprzeć skrzydła — i spocząć, jak orzeł ścigany!
Comments
Loading comments…