Ciemność żałobny

Poezye w nowym układzie. Tom V, Z mojej księgi

Ciemność żałobny wianek wije ziemiNa blade skronie...Ostatnia gwiazda błyskami mdławemiW pomroce tonie...Wytężam oko i dojrzeć nie mogęPrzez cieniów morze,Jaką dla świtu wyznaczasz Ty drogę,Światłości Boże!Czy mu przyjść każesz, jak idą pioruny,W błyskawic szacie,Wpośród przerażeń i klęsk krwawych łuny,W burz majestacie?I będziesz ludy unosił wichrami,Jak lasów dęby,Nań dalekimi budując wiekamiSłoneczne zręby?Czy przyjdzie, jako wybuchy wulkanów,Z drżeniem złowieszczem,Wstrząsając łkaniem piersi oceanów,A ziemię dreszczem?

Aż to, co w bólach i w łzach się stopiłoW płomienne lawy,Z przepaści buchnie z tragiczną w świat siłą,Jako dzień krwawy?Czy wzejdzie cicho w te ciemne przestworza,Nad wieki śpiące,Szląc wszystkim ludom od morza do morza,Złociste gońce?I błękitniejąc, jak prawda odwieczna,Bez walk, w pokojuWzejdzie nam, jako słoneczność koniecznaW ludów rozwoju?Jakkolwiek przyjść ma, daj nam go już, Panie!Zaklinam CiebiePrzez tęskność, która przyszłości świtanieNieci na niebie!...I choćby tylko mógł jedną przyjść drogą —Przez serce drżące,Niech śpieszy! niechaj zdepce je swą nogąWschodzące słońce!

Comments

Loading comments…