Na mroźnem niebie
Poezye w nowym układzie. Tom V, Z mojej księgi
Na mroźnem niebie milion gwiazdIskrzy się, pali, mruga...Samotna, pustą drogą w dalNoc idzie cicha, długa...
Na świeżym śniegu cieniów śladOdciska stopą bosą,A przed nią, w siny, mglisty słupLekkie się pary niosą...
U okna, co je srebrzy szron,Z podpartą siedzę skronią,I patrzę, jak swój złoty blaskTe gwiazdy cicho ronią...
I myślę, ile oczu jużTak biegło tam przez wieki,
I co im mówił niebios stropGwiaździsty — a daleki...
I myślę — ile serc i wiarPoszło już w proch i w pyły,Którym tak samo w cichą nocTe gwiazdy już świeciły...
Obietnic miał-ci ludzki ród,Tyle, co gwiazd na niebie,I tyleż razy płakał jużNa złudzeń swych pogrzebie!
I żaden znak i żaden głosNie bronił go w rozpaczy,I kładł się w grób, nie wiedząc, coZ tych gwiazd najmniejsza znaczy...
I myślę, jakich czarów mocPorywa nam spojrzenia,Tam, gdzie nad morzem naszych łezNic wcale się nie zmienia...
I czuję mroźnej nocy dech,Jak na mnie pustką dmucha,I gasi we mnie życia skry,I drżący płomień ducha...
I tysiąc na mych ustach słówNiewymówionych dyszy...A jakiś cichy, smętny głosSzepce je za mnie w ciszy...
Comments
Loading comments…