Rozsypana perłami

Poezye w nowym układzie. Tom V, Z mojej księgi

Rozsypana perłami po wrzosach na łące,Rozbita w lotne cienie i w błyski mdlejące,Spadasz, nocy majowa, nad bezsenną skronią,Chórem pieśni słowiczych i jaśminów wonią.Chcesz-że ty upojeniem uśpić mego ducha,Co w namiętnych porywach i żalach wybucha?Chcesz-że w sercu, co w piersi drży smutne i chore,Uroków zapomnienia wlać pełną amforę?O nigdy! Ja źrenice me niepocieszoneOdwracam od twych czarów, jakby od trucizny,I przez mgły twoje srebrne, na ziemię rzucone,Widzę świeże jej rany i dawne jej bliznyI łzy jej i upadki i więzy i winy,I nędzę myśli bożej w posągu tym — z gliny!Ach, próżno mnie chcesz łudzić urokiem twej ciszy!Okrzyk ginących w walce ucho moje słyszy...Przenikliwy, rażący, jak strzała, co leci,By paść kędyś u celu odległych stuleci...O! daj mi w nim zatonąć całą mą istotą!Zgaś nademną te gwiazdy, które igłą złotą

Haftują ciemny lazur w lotne arabeski...Spokój twój jest złudzeniem, dla tych, którzy drzemią,A całunem śmiertelnym nad pełną łez ziemiąJest ten srebrem utkany cichy strop niebieski.O różo, cofnij usta koralowe swoje!...Precz od piersi z uściskiem, błękitne powoje!Słowicza pieśni, zmilknij! Zwiej się, mgło rozlotna!Wy mi w skrzydła uderzcie, lasów ciemnych szumyI niechaj ja zostanę wśród mojej zadumyTak, jako zawsze byłam: smutna i samotna.

Comments

Loading comments…