Zeszlij nam, Panie

Poezye w nowym układzie. Tom V, Z mojej księgi

Zeszlij nam, Panie, z czarnego klęsk dworu,Zamykanego na rdzą krwawe klucze,Raczej sinego anioła pomoru,Co ma u zwiędłych ramion skrzydła krucze,I jak nietoperz, albo nocne ptaki,Lata nad ziemią lotami cichemi,Bladych upiorów werbując orszakiI psy wyć ucząc, gdy chaty oniemi...Zeszlij nam raczej z przepaści twych głębiDucha, co trzyma związane rzek końce,Jak trzepocących się skrzydła gołębi,A gdy je puści, to lecą szumiące,I piór swych bystrych srebrzyste całunyWloką przez pola, kurhany, piołuny,Chrzcąc je straszliwym chrztem — i bez imienia,Lub dając imię — pustki i zniszczenia...Zeszlij nam raczej mglistego anioła,Co dmucha w kłosy puste, jak we fletnie,I w ziemię kładzie działki małoletnie,I — »chleba« — skrzypem komór pustych woła,

I we łzach macza każdą łyżkę strawy,I nie jest z jasnych aniołów, lecz — krwawy...Zeszlij nam raczej pełnego skier ducha,Co z trzaskiem w cichem powietrzu wybucha,Jak pękająca meteorów raca,A potem cały dziwnie się wyzłaca,I z włosów strząsa gorące popioły,I jak ptak siada płonący na drzewa,I w czarne pióra dymu się odziewa,I leci, jako strącone anioły,W gruzów i ruin i rozwalisk prochy,Dziwnymi jęki zawodząc i szlochy...Zeszlij nam raczej wszystkie Twoje klęski,Niechaj tu chodzim, jak hufiec męczeński,Bladzi od płaczu — i od smutków mgliści:Lecz odejm od nas — ducha nienawiści!

Comments

Loading comments…