Matko, ziemio!

Poezye w nowym układzie. Tom VI, Przekłady

............Matko, ziemio!Oto nową świecisz krasąOczom moim znużonym,Oślepłym dróg pyłem!Oto znów koło skroniWiniesz sobie wieńceZielonych lasów i wonnej krzewiny!Pieśń tak długo uśpiona,Pod lodem twego łona,Ulata już w lazury,Na skrzydłach skowronka.Szczęśliwaś ty matko!W spokoju pogrążonaZ błogim uśmiechem patrzysz,Jak na twem łonie z pąków wschodzą kwiaty,Jak w koło bioder twych wiją się rzeki,Jak nad twą głową podnosi się słońce!Lecz ja — muszę dalej...Matka, ta w błogim spokoju spoczywa,Syn wszakże, — z jej łona

Wraz z mlekiem winy wypił dziwną tęskność,Mocną, nieukojoną!On poznać chce świat ten,I przeniknąć duchemTo, co się wiecznie w dali mrocznej tai...Kto mnie pędzi? Nie wiem.Ale wiem, że gdyby się nawet ta ziemiaZapadła w przepaść,Ja, równie wiecznie błądzićbym tak musiał,Od gwiazd ku gwiazdom, dalej, coraz dalej,Ku słońcu, mgławicom,Aż gdzieś eterem, ku nieskończoności...Nigdzie spoczynku!Oto stoję w rozwalinachGrodów i chramów starych,I w rumowiskach cyrku,Kędy na ławach, w pyle,Miast żywych widzów zasiadają — cienie...Z miesiącem się migam,W proch, co dokoła leżyNa rzeźbach, kolumnach,Strząsam popioły dawno przeminionych wieków...Ty wszakże, matko,Winiesz z niego przed moim zadziwionym wzrokiem,Zielone wieńce bluszczów,I na kolebki umiesz zmieniać groby.Czem tobie wieki?

Czem ludzie? Czy w twoich szumnych gajachStawią ołtarze marnym swoim bogom,Czy łono twe ryją,Czy rozbijają młotem skalne skronie twoje,Tobie to jedno.Ty się uśmiechasz spokojna i błoga...Wiesz dobrze, matko, człowiek przyjdzie, przejdzie...Ty wszakże w swojej nieśmiertelnej ciszy,W którą, jak w przepaść, radbym się pogrążył,Zostaniesz wieczna,Patrząc na wichrów spór i bojowanie,Na rozruch burzy, na wiosenne deszcze,Noc i poranek...I w tym spokoju wielkim, nie mogąc błogościSwojej wysłowić myślą, ani głosem,Mówisz uśmiechem...Szczęśliwaś ty, matko!

Comments

Loading comments…