Ognia!... Krwi i żelaza!...
Poezye w nowym układzie. Tom VI, Przekłady
Ognia!... Krwi i żelaza!... To wojna! To ona!...Stoi wielka w swym gniewie. Prawica wzniesionaSkinieniem budzi ducha w walczących szeregu...Głos jej chłoszcze krew w żyłach do szybszego biegu,Wkoło niej się ogniste rozpalają węże...Kula wylata świszcząc... Dosięże! Dosięże!
Tłum wozów, jezdnych, koni, zmieszany, ruchomy,Huczy jak przypływ morza i wyrzuca gromy.Na jej płomienne hasło wstaje zgroza blada,A pod żelazną dłonią, co jak piorun spada,Związana z krwawym mordem straszliwem przymierzem,Każdy przedmiot jest bronią, każdy mąż żołnierzem.
A kiedy już nasyci i oczy i uszy,Widokiem przeraźliwym zniszczenia, katuszy,Gdy naród dogorywa zdeptany w swej trumnie,Blada pod wawrzynami — uśmiecha się dumnie,
Staje w tryumfie przed swą robotą przeklętą,I śmiarć znużoną wita krzycząc: »Dobrze zżęto!...«
O tak jest! Dobrze zżęto! Bujne było żniwo!Pokosy trupów leżą gęstwiną straszliwą...Pięknych, młodych i dzielnych zginęło tysiące...A ludzkość, jako pole kędy przejdą kosy,Z drżeniem i zgrozą patrzy na te blade kłosy,Na piersiach jej skrwawionych bezładnie leżące.
O boleści! Niedawno z wiosennym podmuchemKołysały się, kwitnąc lekkim, barwnym puchem,I na młodej łodydze bujały z nadzieją,Że w płodnych żarach słońca na ziarno dojrzeją...Że plon dadzą swej ziemi pod cichem gdzieś niebem...I nie słomą zdeptaną będą — ale chlebem!
Comments
Loading comments…