Dodatek krytyczny

Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom I

,Szumiące potoki,Od Lechniczej do KrupiankiKosodrzewiu stoki...Echa skalne, pieśń zbłąkanąMłodego góralaI mgłę ciężką, co się ranoPo wierchach przewala.............Granitowe już ogniwaŁączą nasze dłonie‘ Pdr.

,Noc w białym wieńcu miesięcznych promieni,Noc, co nie blednie ani się rumieni,Moją jest siostrą... Gdy skrzydły srebrnemiZstępując cicho, dotyka się ziemi:»Pokój ci, ziemio! tu idzie milczenie...«Ja nad chłopięcia śpiącego kołyskąZ palcem na ustach pochylam się nizkoI rąbek szaty roztaczam dla cieniaPonad dziecięcia i matki marzenia.

Ja kładę pieczęć na ustach różanych,Gdy pierwsze kwiaty uczuć niewyznanychNagle na licach spłonionych zakwitną...Ja onieśmielam źrenicą błękitnąI blask jej gaszę rzęsą opuszczonąI dech wstrzymuję i uciszam łono,By nic ziemskiego nie mąciło zgołaZaślubin ducha z aniołem — anioła...Po słowie: »kocham«, wyszeptanem skrycie,Szelest mych skrzydeł szczęśliwi słyszycie‘. Pdr.

,Cicho... ciszej! — niechaj ludziSnów nie mąci śpiew‘ A.

,Och, gdybym ja tobą była, słonko jasne,Świeciłabym żarem w zimne piersi ciasne,Świeciłabym żarem na czoła kamienne,Ażby się ocknęły duchy martwe, senne.

Świeciłabym ziemi, aż dojrzeje w plonieKażde zdrowe ziarno na siewnym zagonie,Aż poranek kwiaty — wieczór zerwie kłosy,I takbym łzy piła, jak ty pijesz rosy‘ Pdr.

,Gdzie ciężkim wieków wstrząśnione pochodem,Walą się gmachy posępną ruiną...Gdzie bogi, wiary i idee giną,Przed ustaw wiecznych dowodem.Gdzie sam war bitwy, co grzmi wiekuiście,Ludzkość potężnych swych atletów ciskaI gdzie z nich każdy znaczy swoje przyjścieŁuną nowego ogniska;Gdzie jako wichry, co piaszczyste żaryMiotają w siebie z dwóch krańców pustyni,Walczą, w imieniu bóstw swoich i wiary,Świątynia przeciw świątyni;Gdzie szermierz prawdy wyrasta w olbrzyma,Gdzie myśl, podnosząc miecz badań stalowy,Przecina ludzkość na wrogie połowyI duchy na ostrzu trzyma..................O pole straszne! o szranku ty krwawy,Co wiekom swoje obwołujesz hasło!Nad tobą pośród dziejowej kurzawySto słońc już wzeszło i zgasło;Sto ramion prawdę namiętnie chwytałoZa całość biorąc rozbite atomy...Sto serc tu pękło, gdy ideę białąKruszyły fakta, jak gromy.O bojowisko olbrzymów! o pole,Gdzie się ścierają żywe duchów prądy!Wszystkie sprzeczności i wszystkie niedoleCzekają na twoje sądy.

Nad tobą sztandar wieczności szeleści,Zasady ostrzą miecze twych rycerzy,A ludzkość czeka, konając z boleściAż chwila ciszy uderzy.Najszlachetniejsze, najgorętsze duchy,Co przekazują wiekom swoją chwałę,Są pośród ciebie jako chusty białe,Tłumiące walki wybuchy.Przez chwilę, jako gwiazdy, błękitniejąPonad ludzkością mdlejącą już w bojuI opatrują rany jej... nadziejąI błogą ciszą pokoju.Lecz czas uderza w skrzydła i ulata...Rwą się do walki nowe pokolenia,A nad okręgiem zwichrzonego świataWieje chorągiew zniszczenia.A człowiek, zgrozą przejęty i blady,Patrzy na wieków nieśmiertelne bojeI widzi nieraz ideały swojeStrącone w przepaść zagłady...I nie wie, czemu Bóg wielki w błękicieNie zerwie z prawdy słonecznej zasłony,By mogły spocząć już raz te miljony,Co walczą na śmierć i życie!‘ Pdr.

,Niech wszystko, co wielkie,Zostanie odczutem,Niech wszystko, co żywe,Rozwija się śmiele...W przestrzeni wszechświata,Nad znojną prac niwą,Nad nędzą tęsknotyPo rosy kropelkę,Po siłę miłościDuch niechaj ulata,Gdzie słońca zdrój złoty...Ach, skrzydeł ludzkości!‘ Pdr.

,I wziąśćbym chciała pamięć chat zapadłychMglejących z trudu —I smutnych oczu — i twarzy pobladłychNaszego ludu —Niechby mi w duszy, jak kamień, leżały,Szły za mną cieniem,Aż nowe słońce dzień rozpali białyOżywczem tchnieniem.Wtedy, o wiosko, z polnych kwiatów daryPołóż na grobieTej — co przed świtem, jak skowronek szary —Śpiewała tobie‘ A.

,Ty w skwarnej puszczy, co ogniów swych żaremStarych braminów przepalała kości,Szukałaś życia pod mrocznym sztandaremBezwzględnej, martwej nicości.Ty mędrców greckich budziłaś o świcieWieków zadaniem tem nierozstrzygnionem,A senne sfinksy okiem swem zamglonemPytały: co to jest życie?Lecz twe zdobycze są, jak orły wiosną:Póki im wzloty potężne nie wzrosną,Próżno probują skrzydłami słabemiZerwać się wyżej od ziemi.Aż wreszcie tron swój podniosłaś w błękicie,Zrzuciwszy z siebie materyi znamionaI ledwo słysząc, jak z piersi miljonaBił głos od ziemi: co życie?Więc gdy, jak Mojżesz, sama byłaś z PanemNa górze gromów, błyskawic i cudu,Nowe się wzniosły ołtarze dla ludu:Badania — nad niezbadanem...I dziś, gdy blaski rozświtu nam dnieją,Duchy, zmęczone w walk krwawych przesycie,Z wielką, z ostatnią rozpaczy nadziejąPytają: co to jest życie?‘ Pdr.

,Kiedyż pochwycisz odwieczne i żyweUstawy bytu, których nic nie zmienia?

I będąż one wzniosłe jak pragnienia?Jak rzeczywistość prawdziwe?‘ Pdr.

,Ludzkość dziś biegnie drogą tak zawiłą,Iż wielką trzeba ducha zbroić siłą‘ Pdr.

,A kogo trudne nie złamią koleje,Kto z upragnionym celem się nie minie,Ten tylko imię człowieka wysłużyW nieśmiertelności dziedzinie!‘ Pdr.

,Jako złodziej potu, znoju,Ludzkiej pracy i krwawicy,Najnędzniejszy zagon w łanieZ ziarn zmarniałych do połowy,Których plon zaledwo stanie,By dać ziemi zasiew nowy,Pod oczyma gwiazd i Boga

Wyschłą dłonią swą okrada...A gdzie przejdzie jego droga,Tam stawają robotnicy,Opuszczają mdłe ramiona;Tam siwieją z niepokojuGłowy ojców; tam ogniskaRozsypują się w popioły;Tam się matek pierś zapada;Coraz cichsze dziatek głosy,Coraz rzadziej płomień błyska,Coraz bledsza twarz nędzarzy,Coraz głuchsze są niebiosa,Coraz gęściej wśród cmentarzySkrzypią rydle, kopią doły...Wreszcie... braknie nawet siły,By się dowlec do mogiły...Lud na drogach pada, kona,Życie ścina śmierci chłód,Nocą wstaje gwiazda bladaI gromnicą trupom świeci,A nad smutną pieśnią leciKrzyk ostatni: »Biada! biada!To głód!«............Idzie straszny, przeklinany‘ Pdr.

,Przyszłość — ocean wzburzony,Który niesie tu z oddaliNa błękitnej swojej fali,Duchów berła i korony,Przyszłość — forma, gdzie się wcielaWalka siły, łza niemocy,I zaduma myślicielaWśród bezsennej cichej nocy‘. Pdr.

,Dyamentowe snopy świtu,W które tylko oko BożeBez zmrużenia patrzeć może,By oznaczyć wieki bytu............To jest przyszłość! — niecofniona,Nieujęta, idzie cicha...‘ Pdr.

,Czy tam, gdzie pieśń rozbudza senne czoła,Gdzie tajny głos potężnie w piersi wzbiera;Gdzie wstaje duch — ogarnia świat i woła:»Jam życia treść! kto ze mną, nie umiera...«‘ Pdr.

,Gdzie jest mój dom? Czy tam, gdzie ciche grobyNie biorą łez, ni żalu, ni wspomnienia,Ni wieńców czci, ni sądu, ni żałoby?Gdzie chwili byt — w nicości mgłę się zmienia?‘ Pdr.

,Ten, co o garść złota walczy,Nie porzuci nędznej broni‘ Pdr.

,Dziejów ludzkości mieczem ryte kartyZwińcie; niech oko wypocznie strudzone,Niech myśl uleci w świat cichy, otwarty,Niech zrzuci zwątpień cierniową koronę...‘ Pdr.

,(I ramion (siłę wymierzy uczenie) które zniosły te kamienie,(Cyrklem) Siłę swym cyrklem wymierzy uczenie)‘ A.

,Wzniosły się w tłumie radosne okrzyki:»Scypiona chcemy, Scypiona Nazyki«‘ A;,Wzniosło się w tłumie radosne wołanie:»Scypio Korneliusz spełni to zadanie«‘ Pdr.

,Takie urocze przepaski na głowieNosi w promieniach księżycowych białaRusałka, którą fala wychowała‘ Pdr.

,Stanęła cicha — jako róża biała,W której płomyczek gorejący pała‘ Pdr.

,Jakżeby chętnie, w głębokiej zadumieSłuchał i pytał takiego człowieka,Co dziejów świata przyczyny rozumieI praw odwiecznych ustawy docieka!...‘ Pdr.

,Karnej ustawy wpierw, nim każdej chatyBronią od złego słoneczne aniołyBraterstwa, prawdy, swobody, oświaty...Co wpierw więzienia stawiacie, niż szkoły‘ Pdr.

,I »Zdrowaś Marja« szepczą wrzawa tłumna...Gdyby nie chmury,Co trawom grożą — poszliby za trumną,Choć do figury...‘ A.

Comments

Loading comments…