Augury

Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom III

Widziałem ich!... Tak zgięty kark,Ich kroki tak leniwe...Z nad pochylonych, zwiędłych barkSpływały włosy siwe.

Wierzch czaszki świecił, jako dnoZłocistej tykwy w lecie;Każdy z nich może zim ze stoNa wyschłym dźwigał grzbiecie.

Z północnej Grecji jeden niw,Z Epiru szedł w południe,

Z Focydy drugi, ledwie żyw,O kiju wlókł się żmudnie.

Delficki jeden rzucił próg,Dodońskie drugi mury,I tak się zeszły wprzecz swych drógDwa sławne augury.

Wieszczkowych jeden resztki szat,Hieroglifami tkane,Drugi miał chiton pełen łatI stopy niewiązane.

Błyszczący obręcz jeden z nichNa zżółkłe wtłoczył czoło,A drugi wieńcem z kwiatów pstrychZakrywał czaszkę gołą.

Oczy — te dawno zgasły już,Mało co widzą nieba,A ofiarniczy tępy nóżNie kraje dawno chleba.

Tak szli wprost siebie z sprzecznych drógNa wielkie, jasne słońce,A cienie ich szły u ich nóg,Niepewne, wątłe, drżące...

I byłem ciekaw, jak mnie w słuchÓw znany śmiech zaskoczy,Gdy się augurów zejdzie dwóchI spojrzy sobie w oczy.

Lecz oni, kiedy zeszli się,Podnieśli zwiędłe głowy

I oblókł razem twarze dwieCień smętny i surowy.

W źrenicach jeden koral miał,Drugie świeciły perłą,A każdy siwą głową chwiał,Oparty o swe berło.

A kiedy jedna czaszka taI druga tak się trzęsie,Spojrzę, aż wielka, ciężka łzaNa siwej drży im rzęsie

I spada w brózdy zwiędłych lic,Na wyschłą pierś wieszczkową...I stali tak, nie mówiąc nicI tylko chwiejąc głową.

A wiatr z Epiru zerwał sięSzeroką, polną ciszą,Jak dzwon, zahuczał w miedzie te,Co na świątyni wiszą.

I nad Dodoną w trwożny lotPorwały się gołębieI głuchy burz dalekich grzmotDom Zewsa zatrząsł w zrębie.

I z Delfów, gdzie Apollo maSwój chram na góry stoku,Ogromna, sina padła mgłaI świat zakryła oku.

A w grzmocie tym i w sinej mgle,Co gasi dzień na niebie,Dwie nędzne czaszki chwiały sięMilcząco przeciw siebie...

I łza po łzie padała wzdłużZoranych lic spiekoty;I trząsł się smętnie wieniec z różI trząsł się obręcz złoty...

Comments

Loading comments…