Gwiazdy
Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom III
Przy oknie siedzę w cichą noc,W gwiaździstą noc majową,I czuję dziwnych czarów moc,Jak lecą mi nad głową.
I słyszę szum i słyszę jęk,Łkające ciche głosy...I serce moje chwyta lęk,A oczy pełne rosy...
I nie wiem, czy to górski zdrójTak skarży się a dyszy,Czy las tak śpiewa psałterz swój,Przy srebrnej harfie ciszy?
I nie wiem, czy to błędny ptakDo swego tęskni gniazda,Czy przez lazurów ciemnych szlakStrącona leci gwiazda?
I nie wiem, czy to z pąków kwiatTak ciśnie się do życia,Czy śmierć tak cicho tchnie na światI gasi serca bicia?
I patrzę w cień i patrzę w dalI słucham dumająca,Jak głos ten każdą z swoich falO piersi moje trąca...
Ach, to nie strumień szumi tak,Nie wicher to kołacze,Nie nocny skrzydłem bije ptak,Lecz dusza moja płacze!
II. NA MROŹNEM NIEBIE...
Na mroźnem niebie miljon gwiazdIskrzy się, pali, mruga...Samotna pustą drogą w dalNoc idzie cicha, długa...
Na świeżym śniegu cieniów śladOdciska stopą bosą,A przed nią w siny, mglisty słupLekkie się pary niosą...
U okna, co je srebrzy szron,Z podpartą siedzę skroniąI patrzę, jak swój złoty blaskTe gwiazdy cicho ronią...
I myślę, ile oczu jużTak biegło tam przez wiekiI co im mówił niebios stropGwiaździsty — a daleki...
I myślę — ile serc i wiarPoszło już w proch i w pyły,Którym tak samo w cichą nocTe gwiazdy już świeciły...
Obietnic miał ci ludzki ródTyle, co gwiazd na niebie,I tyleż razy płakał jużNa złudzeń swych pogrzebie!
I żaden znak i żaden głosNie bronił go w rozpaczy;I kładł się w grób, nie wiedząc, coZ tych gwiazd najmniejsza znaczy...
I myślę, jakich czarów mocPorywa nam spojrzeniaTam, gdzie nad morzem naszych łezNic wcale się nie zmienia...
I czuję mroźnej nocy dech,Jak na mnie pustką dmuchaI gasi we mnie życia skryI drżący płomień ducha...
I tysiąc na mych ustach słówNiewymówionych dyszy...A jakiś cichy, smętny głosSzepce je za mnie w ciszy...
III. O, NIE JEST NIKT...
O, nie jest nikt z nas nędzny tak,O suchym żyjąc chlebie,Któryby gwiazdy własnej, swej,Na wielkiem nie miał niebie!
I nie jest nikt z nas silny takI taki ufny w siebie,Komuby tęskny nie biegł wzrokDo gwiazdy — gdzieś na niebie!
I nie jest nikt z nas szczęśliw tak,W rozkoszy czy w potrzebie,Żeby swą gwiazdę aż po gróbDopatrzeć mógł na niebie!
IV. VIDENTES STELLAM MAGI...
Magowie, którzy w złoty blaskZa gwiazdą szli przewodnią,Olśnieni szli, nie widząc nic,Co dzieje się tam pod nią.
A tuż za nimi, nawskróś pól,Szły śpiewne łany zbożaW różaność jutrzni, z której sięStawała nowa zorza.
A tuż za nimi, nawskróś niwTa gwiazda cicha, złotaBudziła wszystkie chaty siół,Od płota aż do płota.
A tuż za nimi z nizkich strzechZrywały się ptaszęta,I szedł przez ziemię cichy głos,Że jasność już poczęta.
A tuż za nimi każdy prógBielił się stopą bosą,I szedł na zorzę cały ludZ tych, którzy krzyże niosą.
I szły, nie widząc nic a nic,Błyszczące złotem Magi,Że wiodą taki wielki lud,Spragniony, głodny, nagi.
I rzecze jeden: »Dziwny szumDokoła siebie słyszę,Jak gdyby puszcze leśne szłyW ogromną wschodu ciszę...«
I rzecze drugi: »Dziwną wońCzuję wskróś nocnej rosy,Jak gdyby wkoło łany pólZłotymi trzęsły kłosy...«
I rzecze trzeci: »Dziwny cieńZa nami widzę z dala,Jakby nam w ślady morze szło,Ogromna, cicha fala...«
I dalej tak olśnieni szliJutrzenną gwiazdą wschodnią,I nie widzieli nic a nic,Co dzieje się tam pod nią.
V. TY, GWIAZDO...
Ty, gwiazdo drżąca, czekaj mnie,Aż się uciszę w sobie,Dokonam biegu i mój dzień,Najemny dzień odrobię.
Przelotem tylko oczy meBiedz mogą dziś do ciebie;Tak zgięta jestem w jarzmie tem,W bojowej tej potrzebie...
Ledwie ci mogę rzucić znak,Że czuję blask twój złoty,Co mi osusza z oczu łzy,A z czoła znojne poty.
Lecz wkrótce przyjdzie i mój czas:Żar ducha już wydyszę,Dopełnię pracy, skończę bój,Zapadnę w chłodną ciszę.
Od głośnych życia wolna wrzaw,Od znojnych skwarów słońca,Otworzę oczy na twój blaskW noc ciemną i bez końca.
Ty prawić zaczniesz cudną baśń,Wieczności baśń tęczową;Ja słuchać będę cię bez tchu,Z złożoną na wznak głową.
A życie przejdzie mimo nas,Nie wiedząc zgoła o tem,Że mi ostygłą grzejesz pierśSpojrzeniem swojem złotem.
I tak po zorzę i po świt,Trzymając srebrną wartę,Ronić swój będziesz cichy blaskNa oczy me otwarte.
VI. ANGELUS.
W cichej komnacie pada mrok,Zachodu mrok perłowy,Ostatnie blaski sieje dzieńNa czarnych lasów głowy.
Strzelista jasność oknem mżyNa sprzęty i na ścianyI na odkrytą mędrca skroń,Co siedzi, zadumany.
I złotem brzeży jedną z kartOtwartej przed nim księgi...Wiją się po niej, niby szlak,Starych miniatur wstęgi...
Ale myśliciel utkwił wzrokW bezmiernej, pustej dali...Nie widzi nawet, że się dzieńZachodnią łuną pali.
Ciało i duszę rozbił onNa cząstki, na atomy,Przeniknął tajnię ruchów, siłI cały świat widomy.
I nic nie znalazł na dnie złud,Jak warsztat ów pajęczy,Na którym człek sieć marzeń tkaI barwi w blaski tęczy.
Więc wszystkim wiarom, wszystkim snomZaprzeczył głośno, śmiało,I zerwał z życia przędzę tę,Pod którą serce drżało.
I obojętny patrzy dziśPo wyludnionem niebie,W milczącą, chłodną pustkę gdzieśWskróś świata, czy wskróś siebie...
Wtem stary zegar, stary druh,Zaskrzypi, załopota,
I na »Angelus« bije w spiż,Jak sygnaturka złota.
I dwoje skrzydeł w strony dwieOdskoczy z cichym trzaskiem,I na lazurów ciemnych dnieMiesięcznym zalśni blaskiem.
I od zachodnich, skrawych zórzTopnieje w szczere złotoTryptyku wnętrze, tak jak jeMalował niegdyś Giotto.
Owiana — niby ranną mgłą —Panieńskich rąbków strażą,Służebna Pana klęczy tamZ przejasną, cichą twarzą.
A srebrny anioł wchodzi w drzwi,Migając szatą białą...Ave Maria! — słychać szept —Słowo się ciałem stało.
I srebrną lilję wzniósł na znakPoselstwa gdzieś z niebiosów...A światłokręgiem łaska lśniZ przejasnych Panny włosów...
I bije zegar, spiż w nim drga,Różaność płonie słońca,I na »Angelus« zorza gra,Złotymi pyły mżąca...
Tak codzień mędrzec z myśli swychBudzi się owym gwarem;Lecz dziw, nie pragnie rozstać sięZe starym swym zegarem!
I gdy mu ciąży znojny dzieńI pustka w piersi głucha,Podnosi wzrok i patrzy weńI głosów jakichś słucha...
VII. TA GWIAZDA...
Ta gwiazda, co się moją zwie,Ta świeci stąd daleko,Nad równinami śnieżnych pól,Nad wielką, modrą rzeką.
Wskróś pola bije głuchy jęk,Wskróś rzeki skarga głucha;A moja gwiazda patrzy tamI głosów onych słucha.
Na polu stoi czarny krzyż,Na rzece bije fala;A moja gwiazda w ciemną nocŚwiatełko im rozpala.
Na polu miecie groźny wichr,Na rzece łódź się miota;A moja gwiazda świeci im,Tak cicha i tak złota.
Ona nie bierze blasków swychZ wszech świateł źródła, z słońca,Lecz śniegiem pól tych srebrzy się,Drżeniem tych wód jest drżąca...
I choć pod sobą tysiąc miast,Pół mórz ma i pół ziemi,Tylko nad rzeką świeci tąI nad polami temi.
VIII. ŚWIAT ZAWOJOWAŁ...
Świat zawojował wielki królI pchnął go stopą w pysze,A imię jego sławy dłońNa czole gwiazdy pisze.
I świeci gwiazda wiek i dwa,Ziemia się w dziwie korzy,A imię króla rzuca blaskOd zorzy aż do zorzy.
I świeci gwiazda w każdą nocNad ujarzmionym światem,A imię króla z bożych niwSrebrzystym wschodzi kwiatem.
Lecz przyszedł Łazarz; ten miał kość,Wydartą psu do jadła,I palcem wskazał imię to:I gwiazda z nieba spadła.
IX. W TRZEJKRÓLOWY WIECZÓR.
Ślepa matka kądziel przędzie,Kądziel przędzie, nici mota...— »Wyjrzyj, wyjrzyj, synku miły,Przede progi, przede wrota.
Wyjrzyj, synku, na wschód słońca,Czy nie świeci gwiazda owa,
Szczero-modra ona gwiazda,Betlejemska — trzej-królowa«.
— »A jakże ją poznam, matko,Pośród innych gwiazd tysiąca,Co się palą nocką jasnąNa wschód chaty, na wschód słońca«?
— »Poznasz ci ją, synku miły,Poznasz ci ją zaraz po tem,Że nad chatą, gdzie syn wdowi,Najrzęsistszem sypie złotem...
Poznasz ci ją po jasności,Nad gwiazdami, nad wszystkiemi,Że tam świeci najogniściej,Gdzie najczarniej jest na ziemi...
Poznasz ci ją, że się paliNad polami, jakby żywa;Dziw, do człeka nie przemówi,Taka w sobie żałośliwa!
Czekam ja jej roczek cały,Boć ci już dochodzą lata,Cobyś pierwszy ją obaczył,Kiedy wzejdzie na skraj świata.
Bo ta gwiazda jest pomocnaNa wszelakiej dobrej doli,Coby mi cię nie pognaliOd tej chaty, od tej roli!...
Coby mi cię nie pognaliNa dalekie, krwawe drogi...Wyjrzyj, wyjrzyj, synku miły,Przede wrota, przede progi!
Na góreczkę wyleć pędem,Gdzie ta wierzba, ta pochyła,A prościuśko patrzaj w niebo,Coby mi cię obświeciła«!
— »Widać, widać, matuleńko!Na wschód chaty, na wschód słońcaStoi wielka jasność boża,Stoi gwiazda gorejąca.
Jako smolna głownia jarzy,Ogniem wije niby żmiją,Aż patrzący włosy wstają,Aż psi wszyscy we wsi wyją.
Okrutna się od niej miotłaNad chałupą naszą wali...Jużci musi trzej-królowa,Kiedy się tak tęgo pali!...
Wyleciałem na góreczkę,Gdzie ta wierzba, ta pochyła,I prościuśkom se w nią patrzał,Coby mnie wam obświeciła.«
— »Nieszczęśliważ moja dola!Nieszczęśliważ moja głowa!Oj, wyjrzała na cię gwiazda,Ale nie ta trzej-królowa!
Oj, wyjrzała na cię gwiazda,Co w dalekie pędzi kraje,Co chleb we łzach żywym macza,A grób cudzy kościom daje...
Oj, wyjrzała na cię gwiazda,Co ma oczy urokliwe;Oj, walą się od niej chaty,Oj, walą się płoty krzywe!
Oj, płyną ci od niej zdrojeKrwią serdeczną za tułaczem;Oj, zawodzą pod nią polaWielkim jękiem, ciężkim płaczem!
Oj, truchleje od niej dusza,Oj, więdnieje młoda głowa...Obświeciła mi cię gwiazda,Ale nie ta trzej-królowa«!
Zagasł ogień na kominie,Stoi w oknie miotła złota,Ślepa matka głową trzęsie,Ani przędzie, ani mota...
Comments
Loading comments…