Helios
Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom III
Nad młodą ziemią Heljos wstał,Ogniste rozwiał włosy,W Egejską czarę złoto lał,Na Peljon sypał rosy.
Egejska czara, pełna wód,Stu wysep łono trąca;Stu wysep Heljos zbudził lud,Nim wyschła rosa drżąca.
I powstał lud i w światła zdrójObrócił twarz młodzieńczą,A był z tych, co gdy idą w bój,To hełmy mirtem wieńczą.
I z tych był, którym w ręku mieczW jasny się piorun zmieniaI których stopa wprzód i wsteczOdciska ślad istnienia.
I z tych był, których lutni dźwiękWiosenną ma pogodę
I nie zna, co jest płacz, co jęk,I życie śpiewa młode.
I stało piękno, jako bóg,Nad jego ziemią błogą;I chodził w świat i wracał w prógOzutą kwieciem nogą.
I w blaski słońca podniósł gród,Pod którym wzgórza klęczą,I stała mądrość mu u wrótSiedmiopromienną tęczą.
A sława siała laurów siewNa drogę jego męską,Czy wroga tłumił, niby lew,Czy sam był rażon klęską.
I równą chwałą błyszczy sięWskróś wieków jego zbroja,Czy Termopile świat ją zwie,Czyli ją mieni Troja.
I wyschły wody mnogich rzekI koło czasu warczy,A nie wie świat, czy większy GrekPod tarczą, czy na tarczy.
I siała sława laurów siewNa jego młodą głowę,Czy w marmur zaklął ducha wiew,Czy ludzką dał mu mowę.
I równą chwałą błyszczy sięGwiaździstych dzieł plejada,Czyli ją ziemia Wenus zwie,Czy Edyp, czy Iljada.
I przeszły fale mnogich wód,Wiejące modrą szatą;I nie wie świat, co większy cud:Czy Fidjasz, czy też Plato.
I śmiał się Heljos, z dzieła rad,I sypał ziarna złoteNa każdy greckiej stopy ślad,Na greckich rąk robotę.
I rzekł: »Nim przejdę niebios prógTam, gdzie mnie gasi morze,Z tej młodej Grecji, jakem bóg,Lud nieśmiertelnych stworzę!«
I wyżej boskie czoło wzbił,Płomienniej rozwiał włosy:I każdy strumień słońce piłI każda kropla rosy.
I chyżej puszcza strzały swe,Ognisty wóz pomyka,Aż w drodze tej, czy chcąc, czy nie,Przebudził niewolnika.
Zaczęła psuć się jakoś wnetSłonecznych rąk robota,
Kiedy spodlony, nagi grzbietZ ciemności wzniósł Helota.
Przecudna linja greckich ciałSpaczyła się dziwacznie,Gdy nędzarz ten, co dotąd spał,Swój łachman wstrząsać zacznie.
Sokrates, Fidjasz, Eschyles,A nawet Plato boskiPoczuli w oczach słoność łez,Na czołach brózdy troski.
Więdnieje pieśń, więdnieje kwiat,Klasyczna forma pęka,I nowa treść w nią, nowy światPrzewciela twarda ręka.
A w lirach brzmią, nieznane wpierw,Zadumy smętnej tony;I mirtów gaj podgryza czerw,Podgryza laur zielony.
I choć stał niemo nędzy syn,Z bezmyślną, tępą głową,Zmniejszał się przy nim każdy czyn,Malało każde słowo.
I choć nie skarżył się na nic,Krzywd własnych nieświadomy,Wybiła bogom bladość z lic,Warknęły z dala gromy.
Poczerniał Peljon, gdy nań cieńWyschniętych upadł kości,A cisza pełna wonnych tchnieńZatrzęsła się z żałości.
I ujrzał Grek na niebie swemOdbity cień nędzarza,Jak nagle się pod wichru tchemW olbrzyma przeobraża...
I ujrzał, jak ten olbrzym-duchSwą mroczną dłoń wyciągaI w piersi Grecji gasi ruchI słońca jej urąga.
I ujrzał, jak się w życia tłoRozpływa mroczne ciało,I »Fatum« nazwał bóstwo to,Które go zabić miało.
Napróżno Heljos pęki strzałZ żywego puszcza złota,Olbrzymi mrok nad Grecją stał,Dopóki stał Helota.
I nim koń słońca w morzu pił,Zamierzchły wód zwierciadła,I młoda Grecja w pełni siłI w pełni piękna — padła.
Comments
Loading comments…