Jaśków sen

Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom III

Śniło mi się na zorzę,Na samiutkie świtanie,Że przez wioskę szedł anioł,W prostej, zgrzebnej sukmanie.

A miał nogi on bose,Na koszuli — len szary,A okrutną niósł kosęI z grabliskiem do pary.

Jak najtęższy dąb w lesie,Taką ci miał urodę,I zahuczał, jak wicher:— »Będziem mieli pogodę!« —

I tak wyszedł na pola,Jak ta jasność, co błyska,A precz wołał ku chatom:— »Hej! wstawajcie ludziska!« —

Aż tu kupa naroduNa gościniec się wali...Ja za kosę ze ściany,Kosa ogniem się pali.

— A co kosić będziewa? —Pyta jeden, to drugi.— Czy ten łężek pod lasem?Czy ten spłacheć od strugi?

A on precz nas prowadziProściusieńko na słońce,Co już weszło nad ziemię,W złotych zorzach grające.

Aż w tę jasność, w tę złotą,Poszedł naród ów cały.Tylko krzywe się kosyW onym blasku migały.

I wsiąknęli w tę cichość,W jutrzenkowe to granie...............— A sen miałem na zorzę,Na samiutkie świtanie.

Comments

Loading comments…