Kalokagatos
Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom III
............Pomiędzy czernią Helotów, pijanąOd kijów rządcy i kwaśnego wina,Wiódł Glaukon swego najstarszego synaW pogodne ateńskie rano,I rzekł: »Patrz, chłopcze, na podłą tę zgraję,Jak znikczemniona i jaka obrzydła...Kopnąłbym nogą, lecz wstręt mi nie dajeDotykać takiego bydła«.A gdy to mówił, twarz jego pałałaWzniosłą pogardą dla wszelkiej ohydy.I stał tak w blaskach i ducha i ciała,Unosząc białej chlamidy.A przez otwartą u wejścia arkadęBił dzień i sypał złociste swe pyły,I gasł, odbity o czoła te blade,O oddech izby tej zgniły.Spojrzało chłopię. W kąt izby stłoczeni,Nadzy, wychudli, z sińcami na grzbiecie,Leżeli jedni napował, jak śmiecie,Inni się snuli — jak cienie.Młody straceniec zwiędłemi klął ustyI toczył pianę i wił się na ławie,
A nędzny starzec piosenkę rozpustyŚpiewał ochryple i łzawie.W głębi, pod ścianą, z rękoma wbitemiW gęstwinę włosów, z płomieniem na twarzy,Siedział niewolnik i patrzał ku ziemiZagasłym wzrokiem nędzarzy.I zwolna oczy podnosił, jak miecze,Aż nagle niemi uderzył w Glaukona,I drgnął i resztki uczucia człowieczeWarem podeszły do łona.I pochylony, jak strzała napięta,Wstał, dysząc ciężko, z swojego tapczanaI podniósł ramię, a pięść wyciągniętaStężała przy piersi pana.— »Idź!... Idź!... Idź!...« — krzyknął.Za pierwszym mu razemGłos, jako łańcuch zgrzytnął zardzewiały,Za drugim — dźwięknął, jak rwany w kawały,Za trzecim — błysnął żelazem.A ten krzyk krótki, jak puginał Greka,Szedł w pierś Glaukona wskróś białej chlamidyI miał coś z ryku zwierza i z człowiekaJęku i groźby i wstydy...Kalokagatos cofnął się od ścianyI lekko pobladł. Wtem syn go zapyta:— »Czemu ten biedak na ciebie tak zgrzyta?«Glaukon rzekł z cicha: »Pijany«.............
Comments
Loading comments…