Pieśni bez echa — całość
Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom III
Kochasz ty dom, rodzinny dom,Co w letnią noc, skroś srebrnej mgły,Szumem swych lip wtórzy twym snomA ciszą swą koi twe łzy?
Kochasz ty dom, ten stary dach,Co prawi baśń o dawnych dniach,Omszałych wrót rodzinny próg,Co wita cię z cierniowych dróg?
Kochasz ty dom, rzeźwiącą wońSkoszonych traw i płowych zbóż,Wilgotnych olch i dzikich róż,Co głogom kwiat wplatają w skroń?
Kochasz ty dom, ten ciemny bór,Co szumów swych potężny śpiewI duchów jęk i wichrów chórPrzelewa w twą kipiącą krew?
Kochasz ty dom, rodzinny dom,Co wpośród burz, w zwątpienia dnie,Gdy w duszę ci uderzy grom,Wspomnieniem swem ocala cię?
O, jeśli kochasz, jeśli chceszŻyć pod tym dachem, chleb jeść zbóż,Sercem ojczystych progów strzeż,Serce w ojczystych ścianach złóż!...
Ciemnym lasem pieśni mojeW niebo uderzyły,Ciemnym lasem, co się puściłZ prastarej mogiły...
I padł od nich cień na skraje,Na te puste łany,Gdzie od wiosny aż do wiosnyUgor nie orany...
I padł od nich cień dalekiAż na zachód słońca;Zahuczały, zaszumiały,Jak lira grająca...
Zahuczały, zaszumiały,Jako bystre zdroje,A w ich gęstwie słowik śpiewa:Smutne serce moje!
Oj, porosła bujna trawa,Oj, porosła ta murawaNa tej ścieżce, na tej drodze,Co ja po niej, płacząc, chodzę;Płaczę, chodzę, pieśni śpiewam,Łzami memi ją polewam!
Oj, porosły te mogiły,Co mi drogę zastąpiły,Zastąpiły moją drogę,Ani słonka dojrzeć mogę,Ani słonka, ani zorzy,Zmroczył mi się dzionek Boży!
Z jednego kubka ty i jaPiliśmy onej chwili;Lecz że nam w wodę padła łza,Więc kubek my rozbili.
I poszli w świat i poszli w dal,Osobną każde drogą,Ani nam szczątków onych żal,Co zrosnąć się nie mogą...
Dziś, kiedy w skwary znojnych suszSamotne kroki niosę,Gwiazdy mi jasne z złotych krużPodają srebrną rosę.
Lecz wiem, że w żadnej z gwiezdnych czaszNie znajdzie się ochłoda,Jaką miał prosty kubek nasz,Gdzie były łzy — i woda.
Oj, nie ta jest ciężka droga,Co prowadzi nawskróś świata;
Ale ta jest ciężka droga,Którą z gniazda ptak odlata!
Oj, nie ta jest ciężka chwila,Kiedy sypią ci mogiłę;Ale ta jest ciężka chwila,Kiedy rzucasz, co ci miłe!
Nocą mi w piersiach serce drżyNieukojonem biciem;I wołam dnia, co płoszy snySwem trzeźwem, jasnem życiem.
I przyszedł dzień, jak złoty duch,Skąpany w światła zdroju,I przywiódł czyn i przywiódł ruch,Lecz nie dał mi spokoju.
I znowu serce moje drży,Jak ten kaganek lichy;I wołam nocy, żeby miOtwarła świat swój cichy.
I przyszła noc, jak srebrny duch,Skąpany w cieniów zdroju,I oczom sypiąc czarny puch,Nie dała mi spokoju.
Tak dniem i nocą wśród tych próbZa ukojeniem dyszę;I nie wiem, czy sam nawet gróbSwą wielką da mi ciszę...
Czy serce moje wyrwie sięZ tych drżących pragnień mocy
Tam, gdzie się gubią wieczne dnie,W wieczystych mrokach nocy...
Obielił nam nasze chatyNowy dzionek złoty;Widniej, widniej teraz ludziom,Co w niej do roboty.
Do roboty — grodzić płoty,Okopywać rowy,Strzedz na siłę, co nam miłe,Na ten roczek nowy!
Do roboty — lepić ściany,Gdzie się która pada,Boć ta chata stoi lata,Jeszcze od pradziada!
Do roboty - bić wylotyNa słoneczną stronę;Niech uderzy dzionek świeżyW te ściany omszone!
Do roboty — przede wrotyUmieść czysto progi,Wyrwać chwasty, cierń kolczasty,Co nam rani nogi!
Do roboty — walić w młotyO kowadło życia...W huku, w trzasku, w iskier blaskuKrzesać serca bicia!
Do roboty — trząść wymłoty,Co plewa, co ziarno...
Mieć na chleby z własnej glebyMąkę, choćby czarną.
Do roboty — na kłopotyMieć pociechę w sobie...Zdarzy dola, co jej wola:Ja, com winien — robię!
Po zielonych tych pokosach,Cały w brzękach, cały w rosach,Leci marzeń rój...I opada w mgły liljoweNa schyloną moją głowę,Na teorban mój.
Jedną trzymam dłoń u czoła,Druga tonie między zioła,Drżące łzami ros...Sama ziemia piosnkę składa,Cichość słówka dopowiadaI podaje głos...
Od zagona do zagonaBrzęczy struna poruszona,Jedna, druga, w dal...Piosnka dziwna, niesłyszana,Z mgły wieczornej, z zórz uwiana,Ni to śmiech, ni żal...
Poklask bije ktoś od lasku...Co mi, co mi po oklasku?Wszak to pole gra!Moje tylko, a nie czyje,Serce to, co pieśnią bije,Moja tylko łza!
Hej, Hej! Cień na niebie,Hej, z wiatrem się kolebie,Hej, pada na tę dróżkę,Hej, com nią szedł do ciebie!
Hej, Hej! Płynie rzeka,Hej, we świat gdzieś ucieka,Hej, serce we mnie płacze,Hej, żeś mi tak daleka!
Zaszła zorza poza góry,Zaszła zorza poza pola;Jaskółczemi kędyś pióryPoleciała moja dola!
Oj! ty dolo, wichrem gnana,Szumem borów kołysana,Nie zakwitłaś ty mi kwiatemW majowego blaskach rana!
Nie zabłysłaś w ziemi kłosach,Ani gwiazdą na niebiosach,Aleś poszła w świat dalekiPo zdeptanych tych pokosach!
Nie zatrzęsie całym boremWicher, brzózkę gdy poruszy...Nie wyśpiewa pieśniarz w pieśniCałej pieśni, całej duszy...
Bór zbyt gęsty, zbyt głęboki,By wiatr przebił jego ciemnie...Dusza częściej, niźli jawnie,Drży i tęskni potajemnie!
Oj, dolo, ty dolo,Za wiatrem się nosisz;Jednym kwiaty siejesz,A drugim je kosisz...
Jednym kwiaty siejesz,Co kwitną przez chwilę,A drugim je kosiszNa szczęścia mogile!
Jednym kwiaty siejeszNa kurhanach wiosną,A drugim je kosisz,Gdy w sercu wyrosną!
Nie dla mnie ta pociecha,Co z łanów się uśmiecha...— Nad cudzem leci polemPiosnka bez echa!
Nie dla mnie złota strzecha,Co z sadów się uśmiecha...— Nad cudzym leci dachemPiosnka bez echa!
Czego ty bledniesz, ty zorzo krasna?Czego się mącisz, ty wodo jasna?Czy cię złe wiatry z wschodu obwiały,Czy się złe kruki w tobie kąpały?
— Nie tego blednę, że wiatry wiały,Ni się złe kruki we mnie kąpały;Ale ja świecę drogą tułaczą,Ale tam płonę, gdzie ludzie płaczą!
Oj, uśnij, złotko moje,Oj, łzami cię napoję,Oj, łzami cię obmyję,Bo ty niczyje!
Nie będę lnu siewała,Nie będę go i rwała;W szmateczki cię powiję,Bo ty niczyje!
Oj, chodzi wiatr po polu,Oj, nasiał tam kąkolu;Oj, kąkol rosę pije,A ty niczyje!
Oj, chodzi wiatr po niebie,Oj, chmurki tam kolebie;Jaskółka gniazdko wije,A ty niczyje!
A jak ciebie kto zapyta:Kto ty taki, skąd ty rodem?Mów, żeś z tego łanu żyta,Żeś z tych łąk, co pachną miodem;Mów, że jesteś z takiej chaty,Co Piastową chatą była,Żeś z tej ziemi, której kwiatyGorzka rosa wykarmiła...
Zakręcił się wiatr po świecie,Pomiótł liście, pomiótł kwiecie;Zakręcił się wiatr po roli,Złamał skrzydła naszej doli,Hej!
Oj, nie miałbyś takiej mocy,Żebyś nie szedł z czarnej nocy,Z czarnej nocy, z czarnej chmury,Co na chatę padła z góry,Hej!
Oj, nie miałbyś takiej siły,Żebyś nie szedł od mogiły,Od mogiły nad rozstajem,Co się czerni mglistym krajem,Hej!
A żeby, wietrze, nie było ciebie,Ktoby roznosił chmurki po niebie?Ktoby zawodził nad tą mogiłą,Gdzie ten krzyż czarny z wierzbą pochyłą,Nad tą mogiłą, nad tą stepową,Ktoby zawodził pieśnią echową?
A żeby, wietrze, ciebie nie stało,Ktoby mi suszył chusteczkę białą,Chusteczkę białą, ze lnu cienkiego,Z krwawem znamieniem Jasieńka mego?Ktoby mi przyniósł odgłos daleki,Z za siódmej góry, z za siódmej rzeki?...
Oj, wędrowały ptaki za morze,Oj, biły skrzydłem o jasne zorze...Oj, biły skrzydłem, oj, biły pióry,Oj, wędrowały za czarne chmury...Za czarną chmurą zorza się smuci,A kto tam poszedł — już się nie wróci!
Ponieście się, szumy,Po tym ciemnym boru,Będę was słuchałaZ ranka do wieczoru!
Będę was słuchała,Płaczem wtórowała,Żem ja takiej wiosnyW życiu doczekała!
Ani ona słońcem,Ani ona zorzą,Tylko chmurą weszłaNad tą ziemią bożą.
Tylko chmurą weszła,Tylko rosą spadła,Gorzkiemi ślozamiOczy nam wyjadła!
Zaszumiały, zahuczałyTe wiosenne wody;Jeszcze się ty, smutne serce,Doczekasz pogody!
Jeszcze się ty, zwiędły kwiecie,Otworzysz w niebiosy,Jeszcze oschną smutne oczyZ gorzkiej swojej rosy.
Jeszcze oschną smutne oczy,Z długich łez gorące,Jeszcze chatę nam ozłociTo poranne słońce!
Niesie wiater ponad ziemiąCiepły dech wiośniany;Jeszcze się nam zazieleniąNasze puste łany...
Jeszcze się nam zazieleniąPrzydrożne mogiły,Jeszcze kwieciem się okryjeZagon sercu miły!
Ani wy nie Tatry,Ani nie Karpaty,Ani po was sokół lata,Halny wiatr skrzydlaty.
Nie pasą was tęcze,Ni orłowe gniazda,Ani u was burza matka,Ani piorun gazda.
Nie sięgacie w chmuryCzołami z kamienia,Ani jasna wam siklawaPiersi ostrumienia.
Ale wy poklękłyNad to równe poleW szumach, w szeptach prapacierzaO chleb i o wolę...
Ale wy poklękłyPod świerkowym borem,Odziały się w maj nadzieiWiośnianym kolorem...
Ale wy poklękłyNa wiec i na radę,A nie macie dumnych wierchów,Lecz kmiecą gromadę.
Stary cmentarz — żalnik stary...Kto wie, jakiej to tam wiary!Swoją drogą krzyże stoją,A czerepy łzawnic — stroją.
Kwitnie lipa na mogile,Brzęczą pszczoły w złotym pyle,
Biorą miody przez stuleciaZ Piastowego prochów kmiecia...
Między tarnie, między głogiKamień leży w poprzek drogi,Na nim ryte błyskawicąŚwiatowida patrzy lico.
Jedno lico zadumaneW czarnych borów patrzy ścianę,Drugie lico piorunowe,Na Chrystusa patrzy głowę...
W kącie urna stoi siwa,Garść popiołów pleśń pokrywa;Księżyc płynie w złotej chmurze,Kładzie na nią białe róże.
Po cmentarzu starym chodzę,Zamyślona o tej drodze,Co nią idą ludy, wiekiW żalnik Boży gdzieś daleki...
Stary Beskid, sławny w świecieNa rubieży zuch,Stoi nocą na widecie,Ni to głaz, ni duch.
Stoi nocą w srebrnej zbroi,Borów zjeżył czub,Nawet czarta się nie boi,Taki jego ślub.
Księżycowy ryngraf świeci,Co go nie tnie wróg;Już go nosi od stuleci,Tak mu pomóż Bóg!
Niby husarz skrzydła bierze,Z tych orłowych piór;Jest sodalis, więc pacierzeZ nim do wtóru bór.
Hej, towarzysz to pancerny,Dzielny, śmiały ptak,Tej chorągwi starej wierny,Co jej nosi znak.
Stoi Beskid na granicy,Patrzy wzdłuż i wprzecz;W granitowej swej prawicyTrzyma rdzawy miecz.
Patrzy w Tatry i w Karpaty,Gdzie ma obóz swój,A gdy burza grzmi w harmaty,Pierwszy strzyma bój.
Czasem we mgłach się ukrywa,Jak w kapturze mnich,Aż rozbłyśnie jasność żywaW piorunowy sztych.
Na placówce żywot jego,Służba mu — ten kres;
Ni złe wichry go ubiegą,Ni przemoże bies.
Nocą ciemną, nocą głuchąW chmurze smętne dni;On ku ziemi chyli ucho,Czy gdzie tentent grzmi.
A gdy wiosna bije w dzwony,Huczą wody z Tatr,Wnet i jego szczyt omglonyZ chmur obmiata wiatr.
Aż gdy zorze lśnią zaranne,Gdy się budzi duch,Czci hejnałem Marję PannęStary Beskid zuch!
Sina woda z szumem płyniePo czarnym lesie,W cichych echach ku doliniePieśń starą niesie.
Stare pieśni leżą na dnieTej sinej wody,Uglądają, aż w nią padniePromień swobody.
Zdusiła je w dawne wiekiUroczna siłaI kamieniem na dno rzekiPieśni rzuciła.
Idą ojce, idą młodzi,Żegnają marę...Tak coś śpiewa, tak zawodzi,Jak w czasy stare.
I łza padnie tu niejednaZ drżącej powieki,I perłami świecą ze dnaPieśni tej rzeki.
Płyną wody z gór kobiercaW zachodnie zorze;Zamilkły tu ludzkie serca,Lecz pieśń — nie może.
Ty góro Maguro,Co stoisz w żałobie?Jeszcze pułki chorągwianeBorów twych przy tobie!
Co się chmurzysz mgłami,Co pochylasz czoła?Jeszcze echa otrębująHasła twe dokoła!
Jeszcze błyskawicaPali twoje wici,Jeszcze miody ci piastoweTa kraina syci.
Jeszcze ty tu paniNa twym majestacie,Jeszcze tka ten promień słońcaZłote ramy na cię.
Jeszcze ci jutrzenka,Świtem rozpłoniona,
Purpurowy płaszcz książęcyRzuca na ramiona.
Jeszcze miesiąc jasny,Zorze zachodoweTę książęcą czapkę srebrnąKładą ci na głowę.
Jeszcze u stóp twoichNizkie chaty klęczą,Jeszcze lenny miecz ci burzaPrzypasuje tęczą!
Puściły się już niebem wichry,Jak gońce,Puściły się już z hukiemWiosenne wody...Puściły się już ziemiąSoki żywiące,Puściły się już polemPieśni swobody!
A wy, o wielkie czyny,O chwile wrzące,Do których w grobach swoichTęsknią narody,Długoż mam czekać martwoNa was, na słońce?Długoż nam jeszcze dźwigaćPleśnie i lody?...............
Ile dnia, ziemio, tyle ci i nocy,Ile twej męki, tyle ci i siły,
Ile hańbiących jarzem — tyle mocy,Iżby je złamać, jak łańcuch przegniły.
Ile nadziei — tyle i rozpaczy,Ile pociechy — tyle smętnych godzin,I tyle śmierci, ile jest narodzin,I tylu synów — ilu jest tułaczy!
Zapłonęła, zagorzałaJutrzenka na niebie;Wschodzi słonko, wschodzi złote,Ale nie dla ciebie...
W pole, w pole, po padoleBuja sokół siwy...Kiedyż tobie wzejdzie zorza,Kraju nieszczęśliwy!
Wschodzi słonko, złote słonko,Kalinowa zorza,A nad tobą nocka czarnaOd morza — do morza!
Polewały bujne deszcze,Polewały rosy;Nie wyrosły na mogileNi kwiaty, ni kłosy.
Ale wyrósł na mogileCzarny krzyż dębowy,Siadał na nim orzeł siwy,Orzeł nadstepowy...
Siadał na nim, jeżył pióra,Żałośliwie krakał,A kto przeszedł, ten zrozumiałI cicho zapłakał.
Długoś wodził, ludu polski,Twój Piastowy pług,Długo brzmiała twoja sławaI bojowy róg...
Nie nasycił cię chleb ziemi,Nie zbawiły boje,Boś ty inne, boś ty wyższeWziął posłanie twoje.
W imię Ojca tyś zrodzonyW pośród zbóż i pól...W imię Syna umęczonyPrzez twój krzyż i ból!Dziś, gdy padła na twe nieboNoc długa i głucha,Ludu polski, ty świętegoNiesiesz sztandar Ducha!
Kiedy Polska rzekła chłopu:»Tyś mój syn i brat,«Do korony wplotła swojejNajpiękniejszy kwiat.
Nie na świeżych łąk kobiercuWywinął on puch,Lecz w narodu rozkwitł sercu,Które natchnął Duch!
Comments
Loading comments…