W pirejskim porcie

Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom III

Ledwoś na oczy przejrzał, już cię chwytaTales z Miletu. Niby AfrodytaNauka jego wstaje z morskiej toni...Ocean rodzi świat. Strzeż, się człowieku!Oto cię fala wszechobecna goni,Krztusisz się wodą, tak pełno jej wszędzie,Jak delfin nozdrza otrząsasz i uszy,Wilgoć przesiąka do tajnych władz duszy,Z wszystkiego co jest, co było, co będzie,Woda się sączy, wzbiera... Wielkie bogi!W połowie księgi zamokły ci nogi.Czujesz, jak z boków skrzele ci wyrosły,Porastasz łuską, pływasz, jesteś wzniosły!...

(ogólny śmiech)— I czegóż wy się śmiejecie?...Nic niemaNieśmiertelnego na ziemi. I otoZjawia się nowe olbrzymie systema:Anaksymenes wznosi różdżkę złotą,Ziemię, zalaną Talesem, osusza.— »Odetchnij — woła. — Powietrze to duszaWszechbytu, wszelkiej materji zarodek!«Dobrze. — Oddycham raz, drugi raz, trzeci, —Czuję, że pełne powietrza mam płuca...Najlżejszy podmuch chwieje mną, podrzuca,Nie wiem już sam, gdzie mam ciężkości środek...Bogowie! Ciało moje w górę leciRazem z mądrością, długami i sławą...Ha! jużbym wolał leżeć gdzie pod ławą!

Chwytam rękami na prawo, na lewo,Lecz w wiatr się zmienia i kamień i drzewo...Skrzydła mi z ramion wynikają ptaszęI wylatuję na stare poddasze!

(Śmiech).ANTYKLEJ.Ażem się zmęczył tą powietrzną jazdą!

TYMON.A potem, mistrzu?

CHRYZYP. A cóż? Uwił gniazdo,Jak stary puhacz...

HEJTON.  Nie, jak Kryton stary,Co przed długami lezie w mysze szparyI zamieszkuje gdzieś na trzeciej belceWłasnego dachu.

CHARYST. Wdzięcznym tobie wielceZa tę wiadomość.

ANTYKLEJ. Zgubiłeś Krytona!Charyst mu winien koncept.

HEJTON. Pierwej skona,Nim ten dług odda!

CHARYST. Gdy nie z twojej głowy,Śpij zdrów i baw się...

CHRYZYP. I bierz się do wdowy!

Jak pusty pęcherz, albo pusta kiesa,Kiedy Heraklit objawił się światu,Wykurzył dymem wszystkie dawne bogiI jako chmura czarna, stał nademną.Potarł krzemieniem o mózg i roznieciłOgromny system, co grzał, a nie świecił.— Ogień nas rodzi — rzekł. — I wnet przez zębyBuchać mu zaczął dym gęstymi kłęby,I tak zaciemnił całe to systema,Że w niem ni jednej jasnej prawdy niema,Chociaż prawd ciemnych naliczysz na kopy.Mówi, ja słucham — gorąco mi w stopy,Powietrze duszne, zaczyna być parno...Mądrość mi w głowę wchodzi żagwią czarną,Żużle się sypią zamiast słów; logikaPięty mi piecze i w uszach mi syka,A jako głownia, ożogiem popchnięta,Trzeszczy, iskrami sypiąc argumenta.Dowodzi, dowiódł — gdy wtem cała pracaPod niebo leci i pęka jak raca,A filozofja, spalona na poły,Sypie na Grecyę siarczyste popioły...Dmucham, chcę stąpić, gdy nagle — niech zginę!Przez dym spostrzegam Kleona i Frynę...Szła, wznosząc oczy płonące, jak drzazgi,A ja, com pojąć nie mógł Heraklita,Wnet zrozumiałem, skąd idą PelazgiJony, Achaje świat cały... I kwita.

Comments

Loading comments…