W rocznicę Termopilów
Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom III
...A podniósłszy głowę,Wstał Tymon i odłożył księgi sławy stareI szedł czcić czyny ojców swych HeraklidoweI ofiarować bogom dziękczynną ofiarę.I zdjął z ramion zszarzałe niewoli swej szatyI rozdmuchał pochodnię gorącem ust tchnieniemI niósł w ręku kwiatowe wieńce i obiaty.A serce mu urosło ogromnem wspomnieniem,Bo mówił: »Otom syn jest — a to ojce moje,I z krwi tej idę, która bojowała boje,A dziś, w obliczu Romy, przypomnę to bogom«.Aż przyszedłszy, obaczył strzaskane kolumny,Co się do stóp rzuciły marmurowym progomI były, jako białe kości, albo trumny...A po nich szły umarłych płótna — pajęczynyI plątały się kwieciem znikome powoje.Bo jest wstyd, co osłania rany i ruiny,A każda rzecz zabita ma dziewictwo swoje.Aż kiedy poszedł dalej, do serca świątyni,Cofnął się i ogniami zapłonął na twarzy...
Biała Atene wielkich praojców bogini,Strącona z narodowych najczystszych ołtarzy,Leżała w brudnych pyłach, jak martwe tułowy.Ramiona jej odcięte od piersi i głowy,Na stopach marmurowych ohydne powrozy,Którymi ją wleczono przez rzymskie obozy,A twarz zimna, zwrócona pod ciche błękity,Milczeniem się skarżyła, bo wzrok był zabity.
A tak w tem spostoszeniu stojąc z gorzkim płaczem,Puścił z rąk załamanych pochodnie i kwiaty,Bo nie miał ofiarować komu ani na czem...A wspomniawszy, iż bogi nie mają mściciela,Usiadł i zakrył oczy połą swojej szaty,I w boleści nad hańbą przeżył dzień wesela...
Comments
Loading comments…