Pod okienkiem mojej izby... (I)

Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom IV

Pod okienkiem mojej izbyGaj zarasta laurowy,— Jest czem wieńczyć piewców czoła,Lecz do wieńca niema głowy.

Pieśń ci bije z nieba, z ziemi,Wiekuista i wszechżywa;Ale żaden tutaj pieśniarzWieńca laurów nie zdobywa.

Morze-wieszcz przepastnych głębin,Co ma gwiazdy za słuchaczy,Laur rzucony z pian swych strąca,Nawet unieść go nie raczy.

W nieśmiertelnym jego hymnieJest krzyk życia, jęk konania;Cały ból jest ludzkiej piersi,Lecz bez sławy pożądania.

Wichr z rozwianym w chmurach włosem,Ślepy gęślarz na gór szczycie,Nie wie nawet, że za lauryGdzieś w nizinach dają życie.

Pieśniom jego orły wtórzą,Gdy je pęd po turniach goni...

Cóż mu laury? Gdzie jest wieniec,Co mu górnej sięgnie skroni?

Nagle schodzi Noc i wznosiSwą gwiaździstą lirę w ciszy,Lecz kuszących szmerów lauru,Wniebowzięta ani słyszy.

Ona śpiewa o tem słońcu,Co zagasło i znów wskrześnie,A po strunach lecą rosy,A z rosami lecą pieśnie...

Lecą pieśnie na ugory,Kwiat nadziei pęka, rośnie;Przez sen ziemia drży i wzdychaKu dalekiej jakiejś wiośnie.

I to serce laurem gardzi,Co tu tęskni, drży i śpiewa.— Jedna tylko dobra gospaMa pożytki z tego drzewa:

W mamałydze liść ugniata,Na krzewinach wiesza chustyI uschniętą gałąź lauru,Jak zwyczajne łamie chrusty.

Comments

Loading comments…