Pod okienkiem mojej izby... (II)

Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom IV

Pod okienkiem mojej izbyGaj zarasta laurowy;Byłoby czem wieńczyć piewców,Lecz do wieńca niema głowy.

Niema starych tych gęślarzy,Co tu sławne pieli dumy,Gdy im wichrów wtór i gromówPodawały morskie szumy,

Co na głazach druidycznychOpierali harfy drżąceI Wenedów pieli boje,Ślepe oczy wznosząc w słońce.

Coraz więcej trzeźwych blasków,Coraz głuchsze pieśni sławy,Aż odbiła barka cichaOd ogromnej wieków nawy.

Aż odbiła barka cicha,Druidyczne niosąc liry,

A jęk morza leciał za niąI leciały orłów skwiry.

Chłodem powiał wiatr po sercach,Pokurczyły się ramiona,Gdy odbiła barka cicha,Westchnieniami fal niesiona.

Nikt nie słyszał odtąd pieśniPraojcowej starej chwały;Tylko burze na jej echachW piorunowe surmy grały...

Tylko w wielką nocną ciszę,Gdy wysrebrzy nów poroże,Na podźwiękach jej mdlejącychGra ostatni rapsod — morze.

Tylko pątnik zadumany,Na urwisku stojąc skały,Widzi z dala skróś szafirówCichej barki żagiel biały.

Comments

Loading comments…