Sąd

Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom IV

Sąd... Zgroza... Strach...Niebieski trzeszczy gmach...Walą duchy gromoweNa zwiędłą ziemi głowęBelki błyskawicowe.

Zerwany świata mir...W powietrzu jęk i skwir...Kopcą gwiazdy zgaszone,Słońce zdjęło koronę,Poczerniały księżyce,Wszystko idzie na nice,Otchłań odkryła lice.

Wstrząśnięte ziemi słoje...— Gdzie, świecie, węgły twoje?Gdzie, niebo, twe pokoje?Żywioły się zmieszały,Stanęły morskie wały...Powietrze się zaciskaW dławiące dech koliska,Rozpadły się pagóry,

Po ziemi pełzną chmury,Piotrowe pieją kury.

Zadrżały mogił trzewa...Bolesna wstaje Ewa,Ciśnie się do niej wąż...»Ja mąż!Ja ojciec twego płodu,Wielkiego prochów rodu!W uścisk się ze mną wiąż!«I grzbiet żelazny zębi,U piersi jej się dębi,Krzyk bije z dolin głębi...

Z pod grobowej się darniBudzą goście cmentarni,Bieleją zgła, jak śniegi...Skończone już noclegi.Już prochów aż po brzegi,Ziemia ich jąć nie możeI woła: »Sądź!...Sądź, prochy te, o Boże,Co byłam im za łoże,A mnie miłościw bądź!«

Rozpadł się nieba zrąb...Wołanie słychać trąb...To idzie On!Wieczności pękły wrota,Buchnęła jasność złota,Pan śmierci i żywotaNa sądny wstąpił tron!

Uderzył stopą w chmury,Pchnął krzyż w przepaście z góry,Grzmią światy, lecą wióry,To ramię tu, to tam...Niema już odpuszczenia,

Strzaskany znak zbawienia,Już skrucha win nie myje...Ze zgrozy szatan wyje,Przeląkł się siebie sam!

Lecą duchy jak liście,Wichr je pędzi ogniście,Szeroki mogił wiew,Skrzydłami nietoperzaO prochy proch uderza,Mogilny słychać ziew...Gdzie czarność była pusta,Ziewają senne usta...Przez próchna, przez popiołyZatlały oczodoły,Ruszył się skielet goły...

Koście do kości dążą,Mięsa się na nich wiążą,Stawu się chwyta staw...I z tego, co był niczem,Powstaje człek z obliczemI krzyczy: Zbaw!Ja twój rab...Ja rab...Daj łaskę, a nie sąd!

Zmieszane wstają trupy,Judasze i biskupyJednej się dzierżą kupy.Na ciałach pleśń i trąd...Wilgoć lepnie cmentarna,Z chust wygląda kość czarna,Jednem zgłem kryją liceŻony i nierządnice,Nago idą dziewice...

Nie dba rozkosznik zgniły,Że ręce go chwyciły,Co dawniej drogie były...Spadają sławy wieńce,Gasną wstydu rumieńce,Tłoczą się potępieńce...

Nędzarz zwlókł się z swej skóry,Dźwigając grzbiet do góryZ spękanej trumny wieka,W niebo co tchu ucieka,Ratują go z daleka...Za palec się uczepił...— Nie jadłem-ci i nie pił,A Bóg mnie z błota zlepił...Jakoż mnie sądzić będzie?Prowadźcie mnie przed sędzię,Niech na sąd ze mną siędzie!

Ów się porwał ku niebuZe swojego pogrzebu...Już się niesie na stronęProsto między zbawione —Wtem się nagle zbił z drogi:Gad mu wisi u nogi...

Wparł rękę, ciągnie węża,Co z sykiem grzbiet przewęża...Gad stopy się nie puszcza.Straceńców wyje tłuszcza...Gasną w oku nadzieje,Przepaść z łkaniem się śmieje,Ohydne lepną skrętyDo zmartwychwstałej pięty,Więc krzyknie: Ja przeklęty!

Rozgrzmiały piekłem echa,Skaziciel się uśmiecha...

Nie bronią berła, stułyOd grzechu, od makuły,Nie bronią i psałterze!Choć kościół dasz w ofierze,Co swoje — szatan bierze.

Wtem cisza się uczyni,Jak gdyby na pustyni...W tej sądu nawałnościW ciał krzyku, w trzasku kości,W śmiertelnej ducha mdłości —Z okropnej zlepion gliny,Siadł Adam, płacze winy,Że spłodził ludzkie syny.

...Nieszczęsny ten, co grzeszył,Co Ewą się pocieszył,Gdy oścień żądz go przeszył!Nieszczęsny, kto stworzony,Kto uznał gorzkość żony,Kto posiał śmierci plony!...Nieszczęsna sprawa cała:Dziedzictwo nędzy ciałaI żaru, co w nim pała!Nieszczęsny, w kim początekWziął srogi życia wrzątek,Od ojców do dzieciątek!Nieszczęsny, kto tę ziemięPod bólu sprawiał brzemię,Kto wydał ludzkie plemię!...

Siadł Adam, zakrył oczy,Łzę po łzie ciężko toczy,Płacz krwawo ziemię broczy...Okropne pomylenie:I rozkosz i cierpieniePo równej poszły cenie!

A ze dna gdzieś praświataSzatana jęk dolata,Jak wicher, co się niesieW podziemnym, ślepym lesie,Gdzie drzewo śmierci gnie się...W pień szatan głową bije,Nad pracą swoją wyje:Siał żniwo — nie wie, czyje.

I tak na krańcach bytu,Wskróś mroków i wskróś świtu,Z przepaści do zenitu,Dwie chwieją się rozpacze,Rwą przędzę swą dwaj tkacze,Śmierć jęczy, życie płacze...

Wtem buchnie zawierucha,Puszczony wróg z łańcucha,Moc idzie ślepa, głucha...Szczęśliwy, kto się zdarzy,Iż ludzkiej nie miał twarzy,Sam sobie nie był wrogiem,Nie idzie na sąd z Bogiem,Za ziemi leży progiem!

Duch pomsty lata w gromachPo ciemnych czasu domach,Błyskawic się oczymaNajskrytszych tajni ima,Wskróś śmierci szuka lochówNieosądzonych prochów...

Wypatrzył proch z prawieka,Co sercem był człowieka,A teraz, drżąc z bojaźniPrzed męką wiecznej kaźni,

Przytaił się mdłym pyłemI zaparł: »Nie!... Nie byłem!« —

Zbawionych garstka kruchaZe strachu roni ducha.Drżą w jednej błyskawicy,Z lewicy i z prawicy,I święci i grzesznicy...

Spękane grobów przęsła,Już ziemia się zaklęsła,Już wody biorą ląd...Już prochów nie nastarczy,A jeszcze trąba warczy:— Na sąd! Na sąd! Na sąd! —

Okropna modra falaCiał kłębem się przewala...Sinego pełna trupa,Łódź śmierci po niej chlupa...Wśród jęków zawieruchyTopią się nędzne duchy,Podnoszą ręce, szyje,Woźnik ich wiosłem bije,Śmierć kosą ich odgania:— Precz!... Niema już skonania,Ni grobu zmiłowania! —

Czepiają się z rozpaczą,Klną, modlą się i płaczą,Aż w gromach Go obacząI sądny światów tron...Ogniem się w oczach mieniW potępień wszechczerwieni,Padają wznak rażeni.— To On! To Sędzia!... On!...

Spojrzał — zagasły globy...Stąpił — jęki żałoby...Truchleją aniołowie,Słów niema w Jego mowie,Grom wali to, co powie,Gniew — piorun... pomsta — miecz...

I podniósł obie ręceI dał ich wiecznej męce,Z niebieskich swoich właściOtrząsnął ich w przepaściWszechwzgardy ruchem:— Precz!

Comments

Loading comments…